Miejsca i obiekty oznaczone tagiem
TOP

Skógafoss - wodospad

Skógafoss to jeden z największych wodospadów Islandii - ma 25 m szerokości i 60 m wysokości. Bliskość drogi nr 1 i imponujący wygląd sprawiają, że jest bardzo popularny wśród turystów.

Wodospad produkuje unoszącą się mgiełkę wodną, dlatego w słoneczny dzień nietrudno tu o tęczę. Jeżeli natomiast traficie tutaj podczas złej pogody i dokuczać wam będzie chłód - też świetnie się składa. U szczytu wodospadu znajduje się platforma widokowa - podczas wchodzenia na górę na pewno się rozgrzejecie :-)

Skógafoss znajduje się jakieś 5 km od linii brzegowej. Kiedyś, charakterystyczne wypłaszczenie na przedpolu wodospadu, pokryte było wodą, a ocean dochodził do samego klifu.

Z wodospadem związana jest pewna legenda. Pierwszy wiking, który osiedlił się w tych stronach - Þrasi Þórólfsson, ukrył skarb w jaskini za wodospadem. Wiele lat później miejscowi odnaleźli skrzynię, ale udało się im jedynie chwycić pierścień znajdujący się na jej boku (podejrzewam, że chodzi o jakiś uchwyt). Po takim akcie dewastacji skrzynia zniknęła. Wiking Fródsson, który oderwał pierścień, niepocieszony zabrał go do domu. Pewnego dnia, porządkując swoje rzeczy, wziął do ręki wrzucone do komórki znalezisko. Przedmiot zaczął pulsować delikatnym światłem, a na jego wewnętrznej stronie pojawił się napis w nieznanym wikingowi języku. Jednocześnie Fródsson poczuł nieodpartą chęć, by założyć pierścień na rękę. Gdy to się stało, wiking z przerażeniem zauważył, że jego ręka, a potem całe ciało, stały się niewidzialne…

No dobra, wystarczy. Przyznaję, trochę tę legendę podrasowałem od pewnego momentu. Oryginalna wersja była jakaś taka słaba - oderwany pierścień skończył jako uchwyt do otwierania drzwi w miejscowym kościele. Dziś te drzwi, razem z pierścieniem, znajdują się w pobliskim muzeum Skógar.

Hraunfossar - wodospad

Hraunfossar („wodospady lawy”) to jeden z najciekawszych wodospadów Islandii. Tworzą go niewielkie strumienie wypływające z pola lawy Hallmundarhraun. Spływają one licznymi kaskadami po pochyłości terenu i wpadają, z mniejszego lub większego urwiska, do rzeki Hvítá.

Okolica wygląda szczególnie piękne jesienią, gdy zaczynają się przebarwiać rosnące tu krzewy i drzewa.

Obok Hraunfossar znajduje się inny, warty zobaczenia wodospad - Barnafoss.

Glymur - prawie najwyższy wodospad Islandii

Do 2011 r., mający 198 m Glymur był uważany za najwyższy wodospad Islandii. Dziś palma pierwszeństwa należy do 240-metrowego Morsárfossa, położonego w Skaftafell, który to odsłonił się w 2007 r. w wyniku topnienia lodowca. Niezależnie od tego, Glymur nadal jest przez wielu Islandczyków uważany za ten najwyższy.

Wodospad znajduje się na rzece Botnsá, wypływającej z jeziora Hvalvatn. Woda spływa cienkimi strumieniami i wpada w głęboki, wypełniony zielenią i wyjątkowo wąski wąwóz.

Do Glymura można się dostać szlakami biegnącymi po obydwu stronach kanionu. Jednak bardziej polecany jest wariant południowy (długość około 3 km), ze względu na lepszy widok na wodospad. Jeśli na drogę powrotną wybierzemy ścieżkę północną, należy pamiętać o konieczności przejścia rzeki Botnsá powyżej wodospadu, co przy wyższym stanie wody może być niebezpieczne.

Jednym z bardziej charakterystycznych obiektów napotkanych po drodze jest jaskinia Þvottahellir („jaskinia-pralnia”). Była ona kiedyś wykorzystywana do suszenia prania w czasie deszczu.

Wybierając się do wodospadu Glymur należy pamiętać o dobrych butach i przygotować się na minimum 4-godzinną wędrówkę. Szlak jest dość wymagający, ale widoki wynagradzają wysiłek.

Dettifoss - wodospad

Wodospad Dettifoss to bez wątpienia najbardziej popularna atrakcja turystyczna Jökulsárgljúfur, a jednocześnie ścisły top wodospadów Islandii. Położony jest na rzece Jökulsá á Fjöllum, jego szerokość wynosi 100 m, a wysokość - maksymalnie 45 m.

Potężny i głośny, robi spore wrażenie. Jeżeli chodzi o ilość energii, którą wodospad „produkuje”, w Europie nie ma sobie równych.

Dettifoss można oglądać zarówno ze wschodniego, jak i zachodniego brzegu. Dojazd od wschodu odbywa się drogą nr 864. Ze względu na słaby stan szutrowej nawierzchni, wariant ten nie jest polecany.

Wariant zachodni stanowi droga nr 862, do momentu zjazdu na Dettifoss asfaltowa, podobnie jak sama droga dojazdowa kończąca się sporym parkingiem. Odległość między parkingiem a wodospadem wynosi około 1 km.

Svartifoss - czarny wodospad

Wodospad Svartifoss to jedna z głównych atrakcji Skaftafell. Jak na islandzkie warunki, nie jest wprawdzie wysoki - ma „tylko” 20 m - ale za to może urzec bardzo ciekawym otoczeniem. Ściana, z której spada strumień wody, jest zbudowana z piętrzących się, ciemnych bazaltowych kolumn. Jak nietrudno się domyślić, to im wodospad zawdzięcza nazwę.

Szlak prowadzący do wodospadu z centrum obsługi podróżnych ma około 1,5 km.

Dynjandi - wodospad

Dynjandi to największy z całej serii wodospadów na ostatnim kilometrze rzeki Dynjandisá. Ma 100 m wysokości i jest najwyższym wodospadem Fiordów Zachodnich, a czwartym pod tym względem na Islandii. Jego charakterystyczna cecha to schodkowa kaskada. Woda nie tyle spada, co spływa po kolejnych skalnych stopniach. Warto też wspomnieć, że do jednego z mniejszych wodospadów można podejść od tyłu i pozostać przy tym relatywnie suchym.

Do Dynjandi prowadzi około półkilometrowa ścieżka (15 min. spaceru). Rozpoczyna się ona na parkingu przy drodze nr 621. Przy parkingu działał kiedyś kemping, ale dziś nocowanie w tym miejscu jest już niestety niedozwolone.

Gullfoss - Złoty Wodospad

Trzeci i ostatni element Złotego Kręgu w klasycznym wydaniu. Nazwę Gullfoss można tłumaczyć jako Złoty Wodospad. Bardzo popularny i lubiany przez Islandczyków obiekt, jest uważany za jeden z turystycznych symbolów wyspy.

Gullfoss znajduje się na zasilanej wodami lodowca Langjökull rzece Hvítá. Jego wysokość to 36 m, ale składają się na nią dwie, oddalone od siebie kaskady - 11-metrowa i 21-metrowa. Bardzo imponująco wygląda kanion, w którym znajduje się rzeka i wodospad - jego głębokość dochodzi do 70 m.

Wybierając się tutaj, warto wziąć pod uwagę, że okolica wodospadu jest spowita mgiełką wodną. Kurtka lub płaszcz przeciwdeszczowy mogą się przydać.

Przy parkingu znajduje się centrum obsługi podróżnych.

Seljalandsfoss - wodospad z pocztówki

Jeden z najsłynniejszych i najczęściej odwiedzanych wodospadów Islandii. A w mojej ocenie, najbardziej malowniczy i zapadający w pamięć. Na tę ostatnią opinię zasłużył w dużej mierze dzięki temu, że można go obejść dookoła, co daje nam możliwość podziwiania tafli spadającej wody z różnych miejsc i pod nietypowym kątem. Ponadto, wodospad jest skierowany na zachód, więc kryjące się za horyzont słońce umożliwia robienie świetnych zdjęć.

Liczący 60 m wysokości Seljalandsfoss dla jadących drogą nr 1 widoczny jest już z daleka. Nie sposób do niego nie trafić.

Będąc tutaj, warto odwiedzić inny równie ciekawy wodospad - Gljúfrabúi. Znajduje się on około 0,5 km na północ od Seljalandsfoss. Przy tym wodospadzie mieści się też całkiem niezłe pole kempingowe.

Seljalandsfoss pojawił się w teledysku do piosenki „I’ll Show You” Justina Biebera. Teledysk ten przyczynił się do popularyzacji Islandii wśród ludzi niekoniecznie pasjonujących się podróżowaniem. Na YouTube licznik odsłon zmierza ku 500 mln. Obejrzałem, posłuchałem, raka nie dostałem - ale niestety zaraziłem mojego YouTuba. Przez 3 dni proponował mi inne piosenki tego wykonawcy.

Gljúfrabúi - ukryty wodospad

Jest to bliski (raptem pół kilometra) sąsiad wodospadu Seljalandsfoss. I o ile Seljalandsfoss zdaje się z daleka krzyczeć: „Patrzcie, jaki jestem wspaniały!”, to Gljúfrabúi robi swoje ukryty przed ciekawskimi spojrzeniami w skalnej rozpadlinie. Czyni go to jednym z najciekawszych i najbardziej klimatycznych wodospadów na wyspie. Zdecydowanie warto go odwiedzić.

Żeby dostać się do groty, w której znajduje się wodospad, należy pokonać kilkumetrową trasę po kamieniach znajdujących się w niezbyt głębokim strumieniu. Istnieje też możliwość obejrzenia wodospadu z góry. Z tego, co pamiętam, ścieżka do punktu widokowego jest krótka, ale dla mniej wprawionych osób może być dość wymagająca.

Niedaleko wodospadu Gljúfrabúi mieści się dobrze wyposażone pole kempingowe.

Hengifoss - wodospad

Hengifoss to trzeci, jeśli chodzi o wysokość, wodospad Islandii. Ma 118 m, co odpowiada około 43 piętrom. Cienki strumień wody spada z bazaltowej skały poprzecinanej poziomymi warstwami czerwonej gliny. Widać tutaj efekty kolejnych wulkanicznych erupcji. Wypływy magmy podnosiły poziom terenu, nierzadko o kilkanaście metrów. Na bazaltowej płycie z czasem wykształcała się warstwa gleby (naniesiony popiół, wietrzenie). Po setkach lub tysiącach lat, przychodziła kolejna erupcja, która warstwą lawy pokrywała warstewkę gleby i proces się powtarzał.

Parking, z którego można ruszyć do wodospadu, znajduje się przy drodze nr 933. Ścieżka (oficjalnie niedochodząca do samego wodospadu) ma około 2 km, a jej pokonanie zajmuje 40-60 min. Obfituje w podejścia, napotkamy też na niej schody. Po drodze mijamy równie widowiskowy wodospad Litlanesfoss.

Goðafoss - wodospad bogów

Goðafoss to jeden z najładniejszych wodospadów na wyspie. Znajduje się na rzece Skjálfandafljót, ma około 12 m wysokości i 30 m szerokości. Bardzo ciekawie prezentuje się zimą. Zamarzająca woda tworzy wtedy niesamowite lodowe formacje.

Wodospad znajduje się około 0,5 km od drogi nr 1. Miejsca do podziwiania znajdują się po obu stronach rzeki. Strona zachodnia jest łatwiej dostępna. Znajduje się tu parking, do którego prowadzi droga dojazdowa odbijająca z „jedynki”.

Dostanie się w pobliże Goðafoss po wschodniej stronie wymaga półkilometrowego spaceru z okolic stacji benzynowej N1. Przy stacji jest też kawiarnia i sklep z pamiątkami. Idąc tą stroną można zobaczyć mniejszy wodospad Geitafoss.

Wodospad Goðafoss ściśle związany jest z historią chrystianizacji Islandii. W okolicach 1000 r. trwały na wyspie debaty nad przyjęciem lub odrzuceniem nowej religii. Były one podobno dość gwałtowne, a różnice poglądów groziły wręcz wojną domową. W końcu, parlament Althing zadecydował o przyjęciu chrześcijaństwa, ale ludzie mogli praktykować prywatnie starą religię. Zachowano też niektóre stare zwyczaje, a część z nich zaadaptowano do nowej rzeczywistości.

Kluczową rolę w tych wydarzeniach odegrał pogański kapłan Þorgeir Ljósvetningagoði, który na pamiętnym posiedzeniu parlamentu był głosicielem prawa, czyli kimś w rodzaju przewodniczącego. Na Islandii traktuje się go jako ojca chrystianizacji. Sam oczywiście też przyjął nową religię i po powrocie w swoje strony - właśnie okolicę Goðafoss - zdecydował się na symboliczny gest nawrócenia. Wrzucił do wodospadu posągi starych bogów.

Wydarzenia te opisuje kronika „Íslendingabók”, czyli „Księga Islandczyków”.

Látrabjarg - lęgowisko maskonurów

Podglądanie życia maskonurów jest powszechnie uważane za największą atrakcję Fiordów Zachodnich. Klif Látrabjarg to największe skupisko tych sympatycznych (uroczych, słodkich, niesamowicie fotogenicznych) ptaków, a jednocześnie najbardziej na zachód wysunięty punkt Europy. I epickie jej zakończenie - urwisko, gdzie ptaki zakładają swoje gniazda, ma długość 14 km, a jego wysokość dochodzi do 440 m.

Jeżeli chcemy obserwować maskonury, najlepszymi miesiącami ku temu są czerwiec i lipiec. Im bliżej września, tym większe prawdopodobieństwo, że nie zastaniemy ptaków w ich gniazdach. Maskonury bowiem, jako ptaki typowo wodne, większość życia spędzają samotnie na otwartym oceanie. Na ląd wybierają się tylko po to, by urodzić i wychować młode.

Rauðisandur - Czerwona Plaża

Emanująca spokojem, szeroka i ciągnąca się przez 10 km plaża jest przez wielu uważana za najpiękniejszą na Islandii. W przeciwieństwie do ciemnych, wulkanicznych plaż na południu wyspy, tu napotkamy ciepłe barwy - odcienie czerwieni, pomarańczu i żółci. Zmiany kolorów potrafią być bardzo dynamiczne, wszystko zależy od aktualnej pogody i pozycji słońca nad horyzontem.

Szutrowa droga dojazdowa jest stroma i wąska, dlatego należy zachować ostrożność. Przy plaży działa kawiarnia z widokiem na ocean. Niedaleko znajduje się też pole kempingowe Melanes.

Geysir - obszar geotermalny

Druga z trzech atrakcji Złotego Kręgu. Jeżeli jesteśmy na Islandii po raz pierwszy, pozycja wręcz obowiązkowa.

Wizytówką miejsca jest gejzer Strokkur, wybuchający co 5-10 min. i wyrzucający strumień wody na wysokość od 20 do 40 m. Fajne jest to, że widzowie nie są od niego jakoś specjalnie odgrodzeni. Można obserwować, jak gejzer zachowuje się w fazie „zbierania sił”, a nawet zostać zroszonym kropelkami (już schłodzonymi) wody z erupcji.

Dziś Strokkur to główna atrakcja, ale tutejszy obszar geotermalny nosi nazwę innego gejzeru - Geysir. Od niego też pochodzi powszechnie używany w wielu językach termin gejzer (gjósa oznacza „tryskać, wybuchać”). Gejzer ten jest na chwilę obecną mało aktywny i trochę szkoda, bo potrafił wyrzucać wodę na wysokość 70 m (a nawet wyżej). Nietrudno natknąć się w internecie na informację, że spadek jego aktywności jest spowodowany, praktykowanym przez lata, stymulowaniem wybuchów poprzez wrzucanie do gejzeru mydła. Sprawa nie jest jednak aż tak oczywista. Ale o tym w osobnym akapicie.

Gdy już nacieszymy oczy popisami Strokkura, można rozejrzeć się po okolicy. Na terenie doliny Haukadalur, gdzie znajduje się obszar geotermalny, znajdziemy kilka większych i mniejszych, nieustannie wrzących źródeł, oraz liczne ujścia pary i gazów (tzw. fumarole). Żółta skała otaczająca otwory tych ostatnich to skrystalizowana siarka. Warto też wybrać się na krótki spacer do punktu widokowego na wzniesieniu na północ od gejzerów.

Jeżeli podróżujemy z namiotem, warto rozważyć nocleg na znajdującym się tuż obok polu kempingowym. Infrastruktura miejsca (stan na 2015 r.) może nie porywa, ale zasypianie przy dolatujących z oddali dźwiękach kolejnych wybuchów Strokkura to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Błękitna Laguna - gorąca kąpiel pod gołym niebem

W rankingach miejsc, które na Islandii należy odwiedzić, Błękitna Laguna od lat okupuje czołowe pozycje. Jeżeli dodać do tego zakrojoną na szeroką skalę reklamę (pierwszy baner najprawdopodobniej zobaczycie już na lotnisku lub w gazetce w samolocie), można odnieść wrażenie, że to punkt obowiązkowy każdej podróży na wyspę.

Nie każdemu może się podobać maksymalna komercjalizacja oraz tłumy ludzi przewijające się przez Błękitną Lagunę. Ale jest to miejsce, mimo wszystko, wyjątkowe w skali wyspy, a może i świata. Warto przynajmniej rozważyć wizytę tutaj.

Wyjątkowe spa

Błękitna Laguna (Bláa Lónið) to geotermalne spa z szeroką gamą zabiegów i aktywności, które pomogą się zrelaksować i poprawić urodę: masaże, sauny, pokoje parowe, maseczki i zabiegi z wykorzystaniem tutejszego krzemionkowego błota, wizyty w barze, itd. Jednak zdecydowaną większość ludzi przyciąga tu możliwość kąpieli w sporym basenie na świeżym powietrzu, wypełnionym mleczno-niebieską, i co najważniejsze, ciepłą (39º C) wodą.

Woda i wydobywająca się z niej para wodna otula niczym kokon. Nawet gdy na zewnątrz panuje temperatura poniżej zera, zanurzeni w ciepłej wodzie w ogóle tego nie odczujemy. Pewnym problemem może być jedynie kilkumetrowy odcinek z przebieralni do skraju zbiornika ;-)

W czym i gdzie się kąpiemy

Co ciekawe, woda w lagunie jest wodą morską. Obfituje w minerały, głównie krzemionkę, oraz algi, które są odpowiedzialne za jej kolor. Żyją w niej też bakterie. Okazuje się, że ta mieszanka doskonale działa na skórę. Łagodzi objawy nawet tak poważnej choroby jak łuszczyca. Na marginesie, to właśnie od tego schorzenia wszystko się zaczęło, ale o tym napiszę w osobnym akapicie. Od razu uspokoję - woda przez lagunę przepływa, nie jest do niej wpuszczona raz na zawsze. Całkowita wymiana trwa 2 dni.

Kolejnym składnikiem wizerunku Błękitnej Laguny jako miejsca jedynego w swoim rodzaju, jest jej otoczenie. Zbiornik to wprawdzie sztuczny twór, ale doskonale wpasowuje się w okoliczne ciemne, wulkaniczne skały. W ogóle, minimalistyczna architektura kompleksu może się podobać. Świadkowie donoszą, że niesamowite wrażenie robi obserwowanie z basenu zorzy polarnej - jestem w stanie w to uwierzyć.

Całkowitą powierzchnię laguny spokojnie można przyrównać do boiska piłkarskiego. Suma wszystkich wymienionych we wpisie cech sprawia, że drugiego takiego obiektu na Islandii nie ma. Co oczywiście nie oznacza, że jeśli pragniemy wykąpać się w geotermalnej wodzie, skazani jesteśmy na Błękitną Lagunę. Ciepłych sadzawek, rzek i basenów znajdziemy na wyspie naprawdę sporo, a duża ich część jest zupełnie darmowa. O najfajniejszych z nich przeczytasz w tym przewodniku. Szukaj pod tagiem GORĄCE ŹRÓDŁO.

Koszty i rezerwacja

Cena pakietu standardowego to około 300 PLN (stan na 2018 r.). W ramach tej kwoty możemy wejść i siedzieć do woli. Ograniczają nas jedynie godziny zamknięcia obiektu. W praktyce, większości ludzi wystarczają 2-3 godz. W cenę jest też wliczona krzemionkowa maseczka - aby jej spróbować, należy odnaleźć bar błotny.

Ze względu na popularność miejsca, wymagana jest wcześniejsza rezerwacja. Kilka dni przed planowanym pobytem to minimum, tym bardziej, jeżeli zależy nam na konkretnej godzinie. Planując wizytę tutaj, warto pamiętać, że swoje trzeba odstać w kolejce.

Zanim wejdziemy do wody

Kiedy nadejdzie już nasza kolej, dostajemy elektroniczną opaskę na nadgarstek, która służy do otwierania szafki w przebieralni i do „płacenia” za produkty w barze. Oczywiście, przy wyjściu należy uregulować rachunek już za pomocą własnej karty. Nie zapomnijcie o klapkach i ręczniku.

Hakið - punkt widokowy

Z drewnianej platformy można podziwiać rozległą i zapierającą dech panoramę jeziora Þingvallavatn, jak i samą Równinę Zgromadzenia. Jeżeli nie mamy zbyt dużo czasu, jest to miejsce, które zdecydowanie warto odwiedzić w pierwszej kolejności, tym bardziej, że znajduje się tuż obok parkingu.

Þingvellir - Równina Zgromadzenia

Þingvellir (ang. Thingvellir) to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc na Islandii. Turystów przyciąga rozległa panorama największego jeziora Islandii - Þingvallavatn (ang. Thingvallavatn), historyczne dziedzictwo okolicy oraz możliwość zobaczenia miejsca styku dwóch kontynentów (a ściślej, płyt kontynentalnych). Þingvellir jest częścią utworzonego w 1928 r. parku narodowego, który w 2004 r. został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. A do tego znajduje się jedynie około 40 km od Rejkiawiku.

Znacząca rola Równiny Zgromadzenia (zwanej też czasami Równiną Parlamentu) w historii Islandii bierze się stąd, że przez wieki obradował tu parlament tego kraju - Althing. Jego pierwsze posiedzenie miało miejsce w 930 r., więc jest to prawdopodobnie najstarszy, działający do dziś parlament na świecie. Oczywiście obecnie islandzcy parlamentarzyści nie debatują już nad brzegiem Þingvallavatn, ale robili to aż do końca XVIII w.

To tutaj decydowano o przyjęciu chrześcijaństwa w 1000 r. czy ogłaszano pełną niepodległość Republiki Islandii 17 czerwca 1944 r.. Do dziś odbywają się tu obchody najważniejszych świąt narodowych.

Obrady parlamentu Alþingi były elementem corocznych zgromadzeń wszystkich (wolnych) obywateli Islandii. Zgromadzenia odbywały się latem i miały na celu tworzenie nowego prawa oraz przypominanie istniejącego (patrz Lögberg). W ich trakcie odbywały się rozprawy sądowe, a także wykonywano wyroki, w tym również te najsurowsze (patrz Drekkingarhylur). Szalenie istotna była też społeczna funkcja zgromadzeń. Islandczycy mieszkali w niewielkich skupiskach rozrzuconych po całej wyspie (choć głównie na wybrzeżach), więc takie spotkania służyły podtrzymywaniu więzi rodzinnych, rozrywce w szerszym gronie, jak również poznaniu przyszłego współmałżonka.

W Þingvellir wyraźnie widoczne jest miejsce styku dwóch płyt kontynentalnych - euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej. Islandia to jedno z niewielu miejsc (obok wschodniej Syberii), gdzie granica ta biegnie lądem. Oczywiście granica przebiega przez całą wyspę, ale nie wszędzie jest tak widoczna.

Za to w Þingvellir wręcz definiuje wygląd całej okolicy. Można tu też obserwować skutki powolnego oddalania się od siebie płyt - liczne szczeliny i rozpadliny. Oczywiście zawiedzie się ten, kto liczył, że zajrzy tu do wnętrza ziemi i zobaczy ognie piekielne (przyznaję, ja po cichu na to liczyłem), ale i tak jest ciekawie. Główna rozpadlina to wąwóz Almannagjá („wąwóz wszystkich ludzi”). Jego głębokość dochodzi do 40 m, a dnem biegnie wygodna ścieżka prowadząca do punktu widokowego Hakið. Ostatnio wąwóz zdobył kolejne punkty „do fajności” - kręcono tu sceny do „Gry o tron”. Warto też dodać, że wskutek odsuwania się płyt, Islandia „wydłuża się” co roku o około 2 cm.

Harpa - sala koncertowa

TOP

Na tle niezbyt ciekawego architektonicznie Rejkiawiku, oddana do użytku w 2011 r. Harpa to prawdziwa perła. Stalowy szkielet budynku pokrywają sześcienne tafle różnokolorowego szkła, nawiązujące kształtem do bazaltowych kolumn licznie występujących na Islandii.

Harpa dobrze wygląda zarówno w dzień, gdy pada na nie słoneczne światło (warto obejrzeć budynek od tyłu, od strony portu, np. z Þúfa), jak i w nocy, gdy prześwieca przez nie światło ze środka.

Równie duże wrażenie budynek sprawia od wewnątrz. Lekkość konstrukcji wynikająca ze światła dostającego się przez szklane ściany kontrastuje z czernią (matową i smolistą, przywodzącą na myśl bazalt) ścian wewnętrznych. Ze środka, z wyższych pięter, roztacza się też dobry widok na zatokę i port.

Z wejściem do Harpy nie powinno być problemu. Oprócz sali koncertowej, w budynku znajdują się centrum konferencyjne oraz powszechnie dostępna kawiarnia i sklep z pamiątkami. Oczywiście można też skorzystać z głównej funkcji obiektu i wybrać się na operę, ale także koncert jazzowy lub rockowy, stand-up „Jak zostać Islandczykiem w 60 minut” czy przegląd islandzkich legend z przymrużeniem oka. Ceny przeważnie nie przerażają, a część wydarzeń jest wręcz darmowa.

Dla tych, których z kolei interesują „bebechy” całego obiektu, istnieje możliwość odbycia półgodzinnej wycieczki z przewodnikiem w miejsca niedostępne dla zwykłego odwiedzającego. Cena to około 40 PLN, więcej szczegółów na oficjalnej stronie.

Hallgrímskirkja - kościół

Kościół Hallgrímskirkja to jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Islandii. W zasadzie, chyba tylko sala koncertowa Harpa może się z nim mierzyć. Z wysoką na 73 m wieżą, pełni w Rejkiawiku funkcję podobną do Wieży Eiffla w Paryżu czy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie - pozwala zorientować się w topografii miasta. Ta wysokość pozwala mu też dzierżyć palmę pierwszeństwa drugiego najwyższego budynku na wyspie (pierwsze miejsce zajmuje nieciekawy wieżowiec o wysokości 78 m).

Nie taki nowy kościół

Budynek wygląda stosunkowo nowocześnie i sprawia wrażenie młodego. Tym bardziej należy docenić projekt Guðjóna Samúelssona, który został zatwierdzony już w 1937 r. II wojna światowa trochę pokrzyżowała plany budowy, ale ostatecznie prace ruszyły w 1945 r. Ciągnęły się przez 41 lat, do 1986 r.

Z bliska kościół robi spore wrażenie. Został zbudowany z gołego betonu, na którym doskonale widać „warstwy” utworzone przez kolejne poziomy szalunków. Od frontu budynek przypomina trochę statek kosmiczny, choć podobno architekt wzorował się na młocie nordyckiego boga Thora. Nie ma natomiast wątpliwości, że natchnieniem była też islandzka przyroda. Charakterystyczne kolumny, zdobiące także dach wieży, spotyka się na wyspie bardzo często, chociażby przy wodospadzie Svartifoss w parku Skaftafell, czy na plaży Reynisfjara.

Wnętrze

Wnętrze Hallgrímskirkja jest równie surowe i minimalistyczne, tu również króluje beton, co rzuca się w oczy tym bardziej, że bardzo niewiele tutaj ozdób, a duże okna dostarczają sporo światła. Trochę wizualnego ciepła wnosi jedynie drewno ławek i wyposażenia.

Warto zwrócić uwagę na spore organy - ich wysokość to 15 m, a zawierają 5 tys. piszczałek. Do kościoła trafiły na początku lat 90. z Niemiec.

Zwiedzanie

Do środka może wejść każdy, zupełnie za darmo. Drzwi są zamykane jedynie na noc. Należy jedynie pamiętać, że w niedziele odbywają się nabożeństwa.

Popularna atrakcja, czyli wjechanie na szczyt wieży, wymaga kupna biletu w cenie około 30 PLN (stan na 2018 r.). Z wieży widać doskonale cały Rejkiawik, ale… to nadal tylko Rejkiawik.

Nazwa ewangelicko-luterańskiego Hallgrímskirkja oznacza „kościół Hallgrímura”. Hallgrímur Pétursson był XVII-wiecznym islandzkim poetą i pastorem luterańskim. Wbrew oczekiwaniom, pomnik, który znajduję się przed wejściem do obiektu, wcale nie przedstawia Hallgrímura, ale Leifa Erikssona - Islandczyka, który wsławił się odkryciem Ameryki. Około 500 lat przed Kolumbem. Pomnik jest prezentem od Stanów Zjednoczonych, podarowanym w 1930 r. z okazji tysiąclecia ustanowienia islandzkiego parlamentu. O Leifie i dość ciekawej historii odkrywania Ameryki możecie przeczytać w dodatkach Co Leif Eriksson robił w Ameryce, a Kolumb na Islandii.

Þórsmörk - Dolina Thora

Zangielszczona nazwa miejsca to Thorsmork. Dolinę stanowi obszar pomiędzy rzekami Krossá, Þröngá i Markarfljót, mającymi swój początek w lodowcu Mýrdalsjökull. Ale powszechne jest też określanie tą nazwą znaczenie bardziej rozległego terenu, którego granice wyznaczają 3 lodowce - Eyjafjallajökull, Mýrdalsjökull i Tindfjallajökull.

Þórsmörk to mekka miłośników pieszych wędrówek. Oferuje szlaki różnej długości i trudności z mnóstwem miejsc, z których można podziwiać bliższą okolicę, a także piętrzące się na horyzoncie górskie grzbiety pokryte lodem.

Nazywanie tego miejsca doliną może być trochę mylące. Fakt, przepływają przez nią wspomniane na wstępie trzy wartkie, przecinające rozległe pola czarnego żwiru rzeki, ale teren między nimi jest pokryty górami. Przyrodnicza unikalność miejsca polega na tym, że można tu znaleźć dość bujną - jak na Islandię - roślinność, z drzewami włącznie. Górskie stoki porastają brzozy, paprocie i mech.

To, że rośliny rosną tu tak dobrze, nie jest dziełem przypadku. Þórsmörk posiada unikalny klimat, panuje w nim zazwyczaj wyższa temperatura niż w reszcie regionu, trochę większa wilgotność i mniej wieje. Ale są też minusy - tutejsze góry stosunkowo często zasnuwa mgła.

Þórsmörk to także miejsce, gdzie swój początek (lub koniec) mają dwa znane szlaki turystyczne. Pierwszy, Fimmvörðuháls, opisałem wcześniej. W jego przypadku, Dolina Thora jest zazwyczaj punktem docelowym. Drugi szlak, Laugavegur, ma długość około 55 km i prowadzi do obszaru geotermalnego Landmannalaugar.

Do doliny można dojechać samemu, ale bez solidnego auta z napędem 4x4 lepiej nie próbować (rzeki po drodze). W sezonie kursują tu specjalnie przygotowane autobusy. Aktualne informacje i rozkłady bez problemu znajdziemy w internecie.

Fimmvörðuháls - przełęcz i szlak

Fimmvörðuháls to przełęcz między lodowcami Eyjafjallajökull (tak, to pod nim znajduje się ten pamiętny wulkan) a Mýrdalsjökull. Nazwa, w wolnym tłumaczeniu, oznacza „przełęcz pięciu kopców” (stworzone przez ludzi kopce były kiedyś punktami orientacyjnymi). Jednocześnie, nazwą Fimmvörðuháls zwykło się określać przecinający przełęcz szlak turystyczny, który ma początek w Skógar przy wodospadzie Skógafoss, a kończy się w dolinie Þórsmörk.

Jest to jeden z najbardziej popularnych szlaków turystycznych Islandii. Uchodzi też za jeden z najpiękniejszych.

Pierwsza jego część biegnie wzdłuż rzeki Skóga (to na niej znajduje się Skógafoss). Można na niej naliczyć 26 mniejszych i większych wodospadów. Dalej krajobraz robi się coraz bardziej księżycowy. Szlak powoli zbliża się do przesmyku między lodowcami. Nawet latem znajdują się tu rozległe obszary pokryte śniegiem.

Na przełęczy można napotkać ślady wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull w 2010 r. Są to m.in. uformowane podczas erupcji kratery Móði i Magni („odważny” i „wspaniały”) - nazwy pochodzą od imion synów Thora z mitologii nordyckiej. Prawdopodobnie nadal wydobywa się z nich para, a tuż pod powierzchnią gotuje się magma.

Oba kratery znajdują się relatywnie blisko szlaku. Warto odbić na Magni (1165 m n.p.m) - to doskonały punkt widokowy.

Po minięciu kraterów rozpoczyna się trzecia część szlaku - zejście z przełęczy. Ludzie, którzy mieli szczęście pokonywać trasę twierdzą, że widok znajdującej się w dole doliny Þórsmörk i ciągnących się po horyzont pasm górskich zapiera dech w piersiach.

Szlak Fimmvörðuháls ma około 25 km długości, pokonanie go zajmuje od 8 do 12 godz. Dla przeciętnego turysty jest to więc jednodniowa wycieczka. Jako że nie wracamy do punktu startowego, należy pomyśleć o noclegu lub powrocie w bardziej cywilizowane strony. Na szczęście z i do doliny kursują specjalnie przygotowane busy.

Trasa stanowi pewne wyzwanie. Po pierwsze, oferuje solidną dawkę wysiłku podczas podchodzenia pod górę - między punktem startowym u szczytu wodospadu Skógafoss a najwyższym punktem szlaku jest przewyższenie około 1000 m. Po drugie, pogoda nie zawsze sprzyja, a i zmieniać może się bardzo szybko. Potrafi tu być zimno i nieprzyjemnie z opadami deszczu i mgłą. Nawet w maju może się zdarzyć burza śnieżna. Dlatego wycieczkę najlepiej zaplanować w miesiącach letnich - od połowy czerwca do końca sierpnia.

Mimo swojej popularności i renomy, na szlaku nie spotkamy tłumów. W połowie trasy są natomiast dwie chatki alpejskie, w których można się schronić, a nawet (po wcześniejszym zarezerwowaniu) przenocować. Ich krótka charakterystyka poniżej.

Dverghamrar - heksagonalna formacja skalna

Dverghamrar to jedna z najbardziej zdumiewających formacji skalnych na Islandii. Na tyle, że jest oficjalnie uznawana za pomnik przyrody. Tworzą ją połączone heksagonalne, bazaltowe kolumny o różnej wysokości.

Nazwa miejsca to w wolnym tłumaczeniu „krasnoludzkie klify”. Także dziś niektórzy Islandczycy wierzą, że skały są zamieszkiwane przez ten niewielki ludek.

Geneza powstania tak uformowanych skał została przez geologów wyjaśniona już dawno temu. Ale patrząc na ich regularne kształty (w sumie dość często na Islandii - i nie tylko - spotykane), trudno nie odnieść wrażenia, że do ich powstania przyłożył rękę człowiek. Nienaturalna wydaje się taka regularność w wykonaniu natury. A jak to tłumaczą geologowie?

Formacje tego typu powstają w momencie stygnięcia zakrzepłej lawy. Taka lawa kurczy się, więc naturalne jest, że powstają spękania. Przebiegają one prostopadle do powierzchni. To, że są tak regularne, to zasługa materiału - bazaltu, który ma tendencję to pękania właśnie w taki sposób. Im grubsza warstwa lawy, tym spękania są regularniejsze.

Fjaðrárgljúfur - kanion

Jeden z ciekawszych i łatwiej dostępnych kanionów na Islandii. Jego powstanie to zasługa rzeki Fjaðrá, która przez setki lat zdołała wydrążyć głęboką na 100 m, choć relatywnie wąską szczelinę. Kanion nie jest długi, już po około kilometrze spaceru (od parkingu) w górę rzeki napotkamy punkt widokowy, z którego można podziwiać zamykający kanion wodospad.

Turyści najczęściej wybierają spacer górną krawędzią wąwozu. Ale istnieje też możliwość wędrówki dołem, wzdłuż dość spokojnej rzeki. W tym przypadku należy się liczyć z koniecznością brodzenia w wodzie.

Wrak samolotu DC-3

Zdekompletowany wrak samolotu DC-3 to jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów, które można spotkać podróżując po Islandii. A jeśli chodzi o liczbę zdjęć, na których go uwieczniono, śmiało może konkurować z najfajniejszymi wodospadami wyspy. I w sumie nic w tym dziwnego.

Posadowiony na czarnej plaży wrak jest niesamowicie fotogeniczny, a zdjęcia z jego udziałem moją w sobie coś niezwykłego. Tajemnicę i pewien dekadentyzm. Mają klimat świata, który się skończył. Skończył w tragiczny dla ludzkości sposób. Tak to widzę. I nic nie szkodzi, że prawdziwy scenariusz wyglądał trochę bardziej banalnie i tak jakoś… amerykańsko.

Samolot należał bowiem do marynarki wojennej USA. Rozbił się na plaży Sólheimasandur w 1973 r. z powodu braku paliwa. Na szczęście wszyscy lecący samolotem przeżyli katastrofę. Dość szybko okazało się, że paliwo wcale się nie skończyło, tylko pilot przełączył się na niewłaściwy zbiornik (DC-3 ma ich 3, a schemat całego układu bez problemu znajdziemy w internecie - wiedza bezużyteczna, ale można błysnąć w towarzystwie).

Miejsce katastrofy jest oddalone od drogi nr 1 o około 4 km. Kiedyś można tu było dojechać samochodem, ale teraz jest to zabronione. Turyści rozjeżdżali kruchą roślinność, a zdarzało się też, że utykali w luźnym piasku. Tym samym należy przygotować się na około godzinny spacer (w jedną stronę). Wprawni piechurzy na pewno coś z tego czasu urwą.

Pewnym problemem może być znalezienie parkingu przy drodze nr 1, z którego biegnie ścieżka do wraku. Jadąc na wschód, po lewej stronie musimy wypatrywać drogi nr 221 prowadzącej do lodowca Sólheimajökull. Kierunkowskaz jest bardzo dobrze widoczny. Teraz należy wzmóc czujność. Parking znajduje się ok 1,8 km od tego skrzyżowania. Najprawdopodobniej będą na nim jakieś samochody, miejsce robi się coraz bardziej popularne.

Dyrhólaey - skalny cypel i rezerwat przyrody

Dyrhólaey to niewielki cypel niedaleko Vík, który przyciąga turystów klifami dochodzącymi do kilkunastu metrów wysokości, ciekawymi formacjami skalnymi, możliwością spacerów po plaży i obserwowania ptaków. Choć to ostatnie jest możliwe głównie w lipcu.

Cypel nazywany był kiedyś przez żeglarzy Cape Portland. Do 1918 r. stanowił najbardziej na południe wysunięty punkt Islandii. W tym roku stał się nim Kötlutangi - punkt wybrzeża na wschód od Vík, powstały w wyniku erupcji wulkanu Katla. Uważa się, że cypel był kiedyś wyspą, a ze stałym lądem połączył się w rezultacie podwodnego wybuchu wulkanu.

Na Dyrhólaey dojedziemy drogą nr 218 odchodzącą od drogi nr 1. Droga dojazdowa w pewnym miejscu się rozwidla. Kontynuując jazdę na wprost, dotrzemy do dolnej części cypla, natomiast odbijając w prawo, dojedziemy do jego górnej części.

Część dolna zwana Lágey, oprócz podziwiania widoków i powstałych w wyniku erozji, frapujących formacji skalnych, umożliwia zejście na plażę Kirkjufjara.

Na część górną, zwaną Háey, prowadzi kręta i stroma droga, która zdecydowanie warta jest pokonania, nawet jeżeli mielibyśmy ze względu na ograniczenia w ruchu pokonać ją pieszo. Na szczycie znajduje się punkt widokowy, który pozwala obejrzeć z bliska (o ile 400 m to blisko) najbardziej charakterystyczną skałę na cyplu. Posiada ona spory, powstały w wyniku erozji otwór - łuk nad powierzchnią wody, przez który może przepłynąć nawet spora łódź. Od tej skały wzięła się nazwa całego cyplu, islandzkie Dyrhólaey zawiera w sobie takie słowa jak „drzwi”, „otwór” i „wyspa”. Drugim charakterystycznym obiektem, który znajdziemy na górze, jest latarnia morska z 1927 r.

Tak jak wspomniałem na wstępie, Dyrhólaey to siedlisko ptaków, a od 1978 r. jest rezerwatem przyrody. W lipcu można tu spotkać nurzyki, mewy, a nawet maskonury.

Wybierając się na cypel należy pamiętać, że w sezonie lęgowym (cześć maja i czerwiec) są tu ograniczenia w ruchu turystycznym. O dokładne daty można dopytać w centrum informacji turystycznej - najbliższe znajduje się w Vík.

Reynisfjara - plaża

Reynisfjara to najsłynniejsza czarna plaża na Islandii. Kusi nietypowym kolorem i rozległością. Miejsce jest oblegane przez turystów, ale na szczęście im dalej od wejścia, tym jest ich mniej. Więc jeżeli nie masz nic przeciwko dłuższemu spacerowi, nawet tutaj znajdziesz chwilę samotności.

A jest gdzie spacerować. Plaża ma około 3 km długości i można nią dojść aż do cypla Dyrhólaey. Niestety nie można na niego wejść, a przynajmniej w legalny i niewymagający wspinaczki sposób.

Dużo ciekawych rzeczy „dzieje się” blisko wejścia na plażę (z drogi nr 215). Są to:

Reynisfjall - góra z ciekawymi formacjami skalnymi. Ich sześcienne kształty są podejrzanie regularne, mogą też budzić skojarzenia z organami. Dobra fotka na ich tle wymaga poświęceń, są cały czas oblegane przez turystów. Obok skał znajduje się niewielka jaskinia - Hálsanefshellir. Na górę można też wejść - widoki niczego sobie. Szlak zaczyna się w okolicy Vík.

Reynisdrangar - charakterystyczne skały wystające z wody nieopodal brzegu. Jedna to smukła iglica, dwie kolejne są połączone i bardziej przysadziste. Ich wysokość to 66 m.

Według legendy, skały to zaklęte w kamień trolle. Trójka tych stworzeń próbowała wyciągnąć na ląd statek. Pracowały w nocy i były tak zajęte, że nie zauważyły wschodzącego słońca. Jego promienie zamieniły trolle w skały, i tak już zostało.

Eldhraun - pole mchów

TOP

Eldhraun to ogromne pole zastygłej lawy powstałe po erupcji wulkanu Laki w 1783 r. (więcej o wulkanie i tej erupcji w osobnym wpisie). Pagórkowaty teren, usiany czymś, co wygląda na głazy, porosły jest grubym i miłym w dotyku mchem. Wprawdzie mech spotkamy też w innych miejscach na Islandii, ale nie w takiej ilości. Tu pole mchu rozciąga się po horyzont.

Jeżeli jedziemy drogą nr 1, to Eldhraun trudno przegapić. Pole rozciąga się po obu stronach drogi na odcinku około 10 km (pomiar może być obarczony błędem), kilka kilometrów od miejscowości Kirkjubæjarklaustur.

Jeżeli chcielibyście zagłębić się w pole mchu, najlepiej znaleźć oficjalną ścieżkę. Islandczycy bardzo nie lubią, gdy depcze się mech. Jest to wręcz jeden z głównych grzechów turystów na Islandii. Warto zainteresować się miejscem, które zaznaczyłem na mapie. Jest tam parking i krótka ścieżka pozwalająca zobaczyć najlepszy mech w okolicy i nic przy okazji nie zadeptać ;-)

Landmannalaugar - Tęczowe Góry

Położone na terenie rezerwatu Fjallabak, góry Landmannalaugar to chyba najpopularniejsze miejsce do uprawiania trekkingu na Islandii. Oferuje duży wybór tras przebiegających przez cieszące oko tereny. Górskie zbocza przyjmują tu najróżniejsze kolory - żółty, pomarańczowy, różowy. Są plamy zieleni i czarne, wulkaniczne wykwity. Feeria barw to zasługa minerałów, w które bogata jest tutejsza gleba.

Ponadto, można tu spotkać oznaki wulkanicznej aktywności - dziury, z których wydobywają się śmierdzące siarką gazy, siarkowe jeziorka, a z przyjemniejszych rzeczy - gorące źródła. To właśnie ze źródeł obszar ten był kiedyś najbardziej znany - przez wieki korzystali z nich podróżni przemierzający wyspę.

Punktem startowym pieszych wędrówek jest zazwyczaj Brenisteinsalda - schronisko i pole namiotowe, tutaj zaczyna się m.in. najbardziej znany i najdłuższy szlak - Laugavegur. Jego pierwszy kilometr, tuż za schroniskiem, przebiega przez pole lawy Laugahraun, powstałe podczas erupcji w 1477 r. Pozostałe, bardziej charakterystyczne punkty okolicy opisałem nieco niżej, choć to na pewno nie wszystko (jeśli znasz tu inne ciekawe miejsca, pisz do mnie śmiało).

W Landmannalaugar sezon trwa krótko - w zasadzie tylko w lipcu i sierpniu. Poza tymi dwoma miesiącami mogą być problemy z dojazdem. Drogi są zamykane ze względu na trudne warunki. To jednak góry, śnieg znika późno i pojawia się wcześnie, a ten w wyższych partiach potrafi przeleżeć cały rok. Co przekłada się na temperatury, nawet latem, w nocy, temperatura spada czasami do zera.

Za najłatwiejszy i najszybszy dojazd do Landmannalaugar uchodzi droga F208 biegnąca z północy (odchodzi od drogi nr 26). Wariant F208 biegnący z południa, od drogi nr 1, jest trudniejszy i może być problem z jego przejezdnością. Wariant pośredni to droga F225 - rozpoczynająca się, podobnie jak północna F208, od drogi nr 26 (tylko bardziej na południe). Na niej spotkamy też wędrowców zmierzających na pobliską Heklę.

Reykjadalur - Parująca Dolina

Dolina Reykjadalur to miejsce, gdzie doskonale odnajdą się miłośnicy pieszych wycieczek i gorących kąpieli. Znajduje się ona niedaleko miejscowości Hveragerði, i podobnie jak w tymże miasteczku, można tutaj znaleźć dużo gorących źródeł i parujących strumieni. W sezonie potrafi być tu naprawdę tłoczno, miejsce jest popularne zarówno wśród turystów, jak i Islandczyków.

Punkt główny doliny, a więc miejsce najlepiej przygotowane do zażywania kąpieli, to dość długi odcinek strumienia Reykjadalsá. Znajduje się on około 3,5 km od parkingu, do którego można dojechać przez miejscowość Hveragerði. Szlak może być miejscami stromy i trochę męczący. Jego pierwszy etap o długości 1,5 km, stanowi podejście o przewyższeniu około 170 m. Istnieje też możliwość wypożyczenia konika, który zawiezie nas na miejsce.

”Kąpielisko” nie posiada zadaszonych, zamykanych przebieralni, a jedynie płotki, za którymi można się trochę skryć. Temperatura wody jest zależna od odległości od źródła. Im bliżej, tym oczywiście wyższa. Mimo masy ludzi przewijających się przez dolinę, miejsca w strumieniu nie powinno zabraknąć dla nikogo.

Należy też pamiętać, że w dolinie nie ma toalet. Najbliższa znajduje się w kawiarni przy parkingu, gdzie rozpoczyna się szlak do kąpieliska.

Warto zerknąć na mapę okolicy. Jest tu naprawdę sporo szlaków, więc po kąpieli, będąc w pełni sił, można zrobić tych kilka dodatkowych kilometrów i nie wracać na parking tą samą trasą. Tym bardziej, że jeżeli wierzyć mapie OpenStreetMap i relacjom świadków, okolica usiana jest gorącymi źródłami i bulgocącymi błotnymi bajorkami.

Skaftafellsjökull - lodowiec

Skaftafellsjökull to „spływający” szeroką doliną jęzor lodowca Vatnajökull. Jest jednym z najpopularniejszych na Islandii miejsc do wędrówek. Na turystów czekają niesamowite lodowe formacje, w tym jaskinie, oraz nieprzeciętne widoki - zarówno na otaczające góry, jak i położone niżej równiny.

Wybór zorganizowanych wycieczek jest spory - mogą różnić się poziomem trudności, czasem trwania oraz programem „zwiedzania”. Szczegóły wraz z cenami (niemałymi) można bez problemu znaleźć w internecie. W przypadku wycieczek nastawionych na masowego klienta, organizator zapewnia wszelki niezbędny sprzęt oraz przeprowadza odpowiednie szkolenie. Punktem startowym większości wypadów na Skaftafellsjökull jest parking przy centrum obsługi podróżnych.

Skaftafellsjökull można też obejrzeć z bliska bez konieczności wchodzenia na niego. Do jeziorka polodowcowego u jego czoła został wyznaczony bardo wygodny szlak. Z centrum obsługi podróżnych to około 2 km. Polecam, i jak zwykle przypominam o czapce, szaliku i rękawiczkach.

Jökulsárlón - laguna lodowcowa

Jökulsárlón („laguna lodowcowa”) to najpopularniejsze wśród turystów i najbardziej znane jezioro lodowcowe Islandii. I mogę chyba pokusić się o stwierdzenie, że także najpiękniejsze.

Ciągle powiększające się jezioro jest zasilane wodami wytopionymi z lodowca Vatnajökull. Odrywające się od niego, nierzadko olbrzymie i przyjmujące niesamowite kształty góry lodowe, wolno dryfują, tworząc jedyne w swym rodzaju widowisko. Ten dryf spowodowany jest połączeniem jeziora z oceanem. Łącznik stanowi rzeka Jökulsá, swoją drogą najkrótsza rzeka w kraju - nie ma nawet pół kilometra długości.

Warta odwiedzenia jest czarna plaża u ujścia rzeki Jökulsá do Atlantyku. Jej islandzka nazwa to Breiðamerkursandur, natomiast po angielsku zwykło się ją nazywać Diamond Beach. Angielska nazwa nie jest w tym przypadku tłumaczeniem islandzkiej (która oznacza mniej więcej „rozległy, upstrzony śladami piasek”), ale niezwykle trafnie oddaje klimat tego miejsca. Czarna plaża jest bowiem przyozdobiona licznymi, mniejszymi i większymi bryłami lodu o najróżniejszych odcieniach - mlecznobiałych, błękitnych lub w znacznym stopniu przezroczystych. Warto poobserwować bryły znajdujące się w zasięgu fal. W momencie, gdy woda dosięga lodu, ten na chwilę staje się krystalicznie przejrzysty. Hipnotyzujące widowisko.

Ale obserwacja lodu nie wyczerpuje atrakcji tego miejsca. Bo są jeszcze przezabawne foki. Szansę ich zobaczenia można zwiększyć, wybierając się na rejs czadowo wyglądającą amfibią. Wcześniejsza rezerwacja wskazana.

Jökulsárlón znajduje się tuż przy drodze nr 1, więc trafienie tu nie powinno stanowić żadnego problemu. Jak to zwykle bywa w pobliżu lodowca, należy przygotować się na niską temperaturę.

Vesturhorn - góry

Czarna plaża na półwyspie Stokksnes oraz wyrastające z niej, dochodzące do 454 m wysokości góry Vesturhorn, to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc na Islandii. Zerknijcie na zdjęcia tam zrobione - to najlepsza rekomendacja tego miejsca.

Tuż obok plaży działa kawiarnia Cafe Viking, witająca podróżnych charakterystyczną figurką. Kawiarnię dzieli od „jedynki” około 4,5 km szutrowej drogi.

Niecały kilometr od kawiarni, u podnóża gór, znajdują się ciekawe zabudowania. Jest to wioska wikingów stworzona na potrzeby filmu, którego ostatecznie nigdy nie nakręcono. Za opłatą (pytać w kawiarni) można zwiedzić to miejsce.

Innymi zabudowaniami mogącymi zwrócić uwagę jest baza wojskowa usytuowana na samym krańcu półwyspu. Najbardziej charakterystyczny, kopulasty budynek, to radar systemu obrony powietrznej Islandii.

Askja - wulkan

Nazwa Askja w języku islandzkim oznacza „pudełko” lub „kalderę”. Wulkan jest położony w górach Dyngjufjöll, a jego wysokość wynosi 1510 m n.p.m. Taka wysokość i sąsiedztwo Vatnajökull sprawiają, że miejscami, nawet latem, zalega na nim śnieg. Góry tworzą zachwycającą scenerię, którą najlepiej oglądać znad brzegów dwóch jezior, które utworzyły się w kalderze Askji. To właśnie one są celem wycieczek.

Jezioro większe, Öskjuvatn, ma wymiary 5x3 km i głębokość 220 m. Jest to drugie po lagunie lodowcowej Jökulsárlón najgłębsze jezioro Islandii. Przy dobrej pogodzie w tafli jeziora odbijają się okoliczne góry - widok podobno niesamowity.

Mniejsze jeziorko to Víti, czyli po islandzku „piekło”. Liczy sobie około 100 m średnicy, znajduje się tuż obok większego jeziora, ma piękną, jasnoniebieską barwę, a jego nazwa nie jest bynajmniej dziełem przypadku. Woda wydziela zapach siarki, a do tego, podgrzewana geotermalnie, osiąga temperaturę około 22℃ Przypomina trochę Błękitną Lagunę (choć tam jest zdecydowanie cieplej), i tu też można zażyć kąpieli. Należy oczywiście uważać - to dziki akwen, w którym nie widać dna. A ludzi, którzy mogliby nam w razie czego udzielić pomocy, na pewno nie będzie w tej okolicy zbyt wielu.

Zejście nad taflę Víti jest relatywnie strome. Ale prawdziwy problem może stanowić droga powrotna, jeśli teren rozmięknie pod wpływem deszczu. Glina i błoto są wtedy bardzo śliskie. Dlatego będąc w Dreki, warto spytać strażników parku lub obsługę schroniska o warunki przy jeziorku. Spotkałem się też z informacją, że jeżeli do jeziorka nie można schodzić, na ścieżce znajduje się drewniany znak w kształcie litery „X”.

Aby dostać się do jeziorek z Dreki, należy dojechać drogą nr F894 do parkingu Vikraborgir (około 8 km), a następnie, już na piechotę, ruszyć wytyczonym szlakiem do Víti. Do pokonania jest dystans 2,5 km po relatywnie płaskim terenie. Nie powinno to zająć więcej niż 45 min. Mapy (OpenStreetMap) pokazują też bezpośredni szlak pieszy z Dreki do Víti. Znalazłem opis szlaku i podstawowe informacje o nim na Wikiloc, ale niestety sam opis i komentarze są (najprawdopodobniej) po katalońsku.

Na Askję mało kto zwracał uwagę, dopóki nie nastąpił jej wybuch w 1875 r., w wyniku którego najbardziej ucierpiały Fiordy Wschodnie. Pył wybił żywy inwentarz i zatruł glebę, czego konsekwencją były fale masowych imigracji z wyspy. Pył z jej erupcji dotarł także nad teren Skandynawii, Polski i Niemiec. W wyniku wybuchu powstała kaldera, w której następnie utworzyły się jeziorka Öskjuvatn i Víti.

Ostatnia erupcja wulkanu miała miejsce w 1961 r. Nie była tak niszczycielska jak ta z 1875 r., ale i tak popioły wylatywały wtedy na wysokość 8 km.

Obserwowany w ostatnich latach, a objawiający się wstrząsami, wzrost aktywności Askji każe naukowcom przypuszczać, że kolejny wybuch może nastąpić w każdej chwili. Jednym z sygnałów ostrzegawczych jest też, zaobserwowane po raz pierwszy w kwietniu 2012 r., wczesne stopnienie lodu pokrywającego Öskjuvatn. Zazwyczaj topniał on dopiero w czerwcu lub lipcu.

Dimmuborgir - skalne miasto

Skalne miasto Dimmuborgir jest bodajże najbardziej rozpoznawalną atrakcją okolic jeziora Mývatn. Dimmuborgir to nic innego, jak rozrzucone na obszarze około 2 km² formacje skalne utworzone około 2,3 tys. lat temu z zastygłej lawy.

Skały dochodzą do 20 m wysokości, a ich miejscami przysadziste, miejscami smukłe kształty pozwalają wykazać się wyobraźni. Nie dziwi więc nazwa miejsca, którą można przetłumaczyć jako „mroczne zamki”.

Najbardziej charakterystyczną formacją skalną na terenie Dimmuborgir jest jaskinia Kirkjan („kościół”) o bardzo regularnym kształcie wejścia, obramowanym jaśniejszym pasem.

Teren „miasta” przecinają liczne „uliczki”, tj. szlaki z punktem początkowym przy kawiarni i sklepiku Kaffi Borgir. Tuż przy tym lokalu znajduje się punkt widokowy pozwalający popatrzeć na Dimmuborgir z góry.

Dojazd na miejsce odnogą drogi nr 848.

Hverir - pole geotermalne

Nawet nie wiedząc o istnieniu Hverir, ciężko je przeoczyć jadąc drogą nr 1 (przy założeniu, że przemieszczamy się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara). W pewnym momencie, na horyzoncie wyrasta pozbawione roślinności pasmo górskie, o bladopomarańczowej barwie, przywodzącej na myśl krajobraz Marsa. Na takim tle widzimy kłęby białego, snującego się nad ziemią dymu, skrywającego liczne sadzawki wypełnione bulgoczącym błotem o barwie popiołu oraz niewielkie kopczyki (fumarole), w głównej mierze odpowiedzialne za zadymienie okolicy.

Hverir działa na wszystkie zmysły. Raz, że wygląda niepokojąco - zupełnie inaczej niż np. pole geotermalne Geysir. Dwa, czuć ciepło - wystarczy wejść w kłęby dymu. Jest to przyjemne zwłaszcza wtedy, gdy temperatura powietrza wynosi kilka stopni. W pobliżu kopców słychać też syk - czuć tę energię, z jaką dym wydostaje się na zewnątrz. I na koniec, wszystko śmierdzi zgniłym jajem - czyli siarką.

Niedaleko Hverir znajduje się góra Námafjall (490 m n.p.m.), należąca do pasma, przez które przedziera się droga nr 1 biegnąca w stronę jeziora Mývatn. Warto pokusić się o wejście na jej szczyt. Szlak nie jest długi (z parkingu przy polu geotermalnym to około kilometra), ale dość stromy. Po drodze jest sporo miejsc, z których można podziwiać Hverir, natomiast wejście na samą górę pozwala dodatkowo rozkoszować się widokiem jeziora Mývatn.

Leirhnjúkur - pole lawy

Pole lawy Leirhnjúkur to wynik działalności wulkanu o takiej samej nazwie, należącego do systemu wulkanicznego Krafli. Leirhnjúkur jest tworem relatywnie świeżym, powstawał na przestrzeni lat 1975-1984.

Parking przy drodze nr 863 od właściwego pola lawy dzieli nieco ponad kilometr. Po drodze napotkamy bulgoczące błotne sadzawki i żółto-zielone siarkowe wykwity. Jednak to dopiero wejście w obszar pokryty ciemną, zastygłą w nierzadko fantazyjnych kształtach i kolorach magmą daje efekt WOW.

Jest coś niesamowitego w spacerowaniu po terenie, który jeszcze trzydzieści kilka lat temu był rozgrzaną do czerwoności magmą. Miejscami zdążyła już ona porosnąć mchem i porostami, ale są też obszary, z których cały czas wydobywa się ciepły dym.

Lystigarðurinn - ogród botaniczny

Ogród botaniczny w Akureyri określa się też mianem arktycznego ze względu na szerokość geograficzną, na jakiej jest położony. Tym bardziej zadziwia bogactwo gatunków kwiatów, krzewów i drzew, które można tu znaleźć.

Ogród to świetne miejsce na krótki spacer, tym bardziej, że wstęp jest darmowy. Można też, w tym miłym otoczeniu, napić się czegoś ciepłego i zjeść coś słodkiego. Na terenie ogrodu działa bowiem kawiarnia Café Laut (bardzo podoba mi się budynek, w którym się mieści, te okna wyglądają niesamowicie).

Kirkjufell - góra-symbol

Kirkjufell to podobno najczęściej fotografowana góra Islandii. Znajdziemy ją na pocztówkach, w broszurach i reklamach. Można tego fenomenu nie rozumieć, ale nie sposób zaprzeczyć, że ze swoimi stromymi stokami i stożkowatym kształtem Kirkjufell jest bardzo charakterystyczna.

Góra znajduje się na cyplu niedaleko wioski Grundarfjörður i widać ją doskonale praktycznie z każdego jej miejsca. Wynika to zarówno z niskiej islandzkiej zabudowy, jak i pokaźnej wysokości góry. Wznosi się ona 463 m nad poziom morza, niemal z niego wyrastając. Dla porównania, Pałac Kultury i Nauki w Warszawie mierzy 231 m wraz z iglicą.

Kirkjufell znajduje się tuż obok szosy nr 54 - głównej drogi na półwyspie Snaefellsnes. Oprócz podziwiania góry z położonego tuż obok niej parkingu, można wybrać się na spacer po okolicy w poszukiwaniu najlepszych ujęć. Ścieżki prowadzą m.in. w pobliże Kirkjufellsfoss - niewielkiego wodospadu, który pojawia się na większości zdjęć Kirkjufell. Istnieje też możliwość obejścia góry - ścieżka biegnie skrajem cyplu.

Zdobycie szczytu Kirkjufell jest trudne, niebezpieczne i wymaga doświadczenia oraz dużej sprawności fizycznej, dlatego nie każdemu można je polecić. Nie warto też ryzykować wspinaczki przy złej pogodzie - już kilkoro ludzi przypłaciło to życiem. Filmik poglądowy z ostatniego, najtrudniejszego etapu, można znaleźć na YouTube. Nawet jeżeli nie planujecie wspinaczki, warto obejrzeć. Widoki są niesamowite.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż