Askja i góry Dyngjufjöll

Wulkan Askja, będący częścią gór Dyngjufjöll, leży na terenie Parku Narodowego Vatnajökull, choć od samego lodowca dzieli go jakieś 20 km. Rzut oka na mapę wystarczy, by zorientować się, że to tzw. głęboki interior, a od najbliższej „normalnej” drogi dzieli Askję wiele kilometrów.

Mimo to chętnych do odwiedzenia tych dzikich, surowych, niebezpiecznych, a przy tym pięknych okolic nie brakuje. O tym, co przyciąga tu ludzi, napiszę w dalszej części, natomiast tutaj chciałbym się skupić na kwestii dojazdu do Dreki - schroniska będącego małą oazą cywilizacji u podnóża gór Dyngjufjöll, kilka kilometrów od Askji.

Należy zacząć od tego, że dojazd odbywa się drogami oznaczanymi literką „F”. Generalnie są dwie trasy, w tym jedna jest uważana za prostszą. Ale nawet ona, ze względu na konieczność przekraczania rzek, wymaga porządnego samochodu terenowego. W żadnym wypadku nie może to być SUV (np. Nissan Qashqai, Kia Sportage), nawet jeżeli ma napęd 4x4. Na trasie możemy napotkać, stosunkowo dzielnie sprawujące się w terenie, auta pokroju Suzuki Jimny czy Dacii Duster. Jednak osoby znające się na rzeczy twierdzą, że ruszanie nimi do Askji to proszenie się o kłopoty. Jednemu się uda, drugiemu nie. Generalnie, nie są to pojazdy rekomendowane na tę trasę. Zawsze warto spytać wynajmującą auto firmę, jak podchodzi do kwestii jazdy po takich drogach, a także przejeżdżania przez rzeki samochodem. Bo o ile auta typu SUV mają zazwyczaj informację, że nadają się na drogi kategorii ”F”, to już standardowe ubezpieczenie bardzo często przekraczania rzek nie obejmuje. A zalanie kabiny czy, co gorsza, silnika, może pociągnąć za sobą pięciocyfrowe kwoty… Ale dość straszenia.

Obydwie trasy pozwalające dojechać w okolice Askji rozpoczynają się przy „jedynce”. W obydwu przypadkach dystans to około 100 km, a czas przejazdu 3 godz.

Wariant prostszy - z drogi nr 1 wjazd na drogę nr 901, następnie skręt w F905. Po około 20 km skrzyżowanie i wjazd na F910, którą po około 65 km dociera się do Dreki. W przypadku tej trasy przekracza się dwie większe rzeki. Jeśli na drodze napotkamy mosty „zamknięte” płotkami, można je sobie samemu otworzyć, a po przejechaniu z powrotem zamknąć.

Wariant trudniejszy - z drogi nr 1 wjazd na F88, która łączy się z F910 około 13 km przed Dreki. Ze względu na potrzebę głębokiego brodzenia, wariant ten jest zdecydowanie odradzany „przypadkowym” podróżnym.

Góry Dyngjufjöll są dostępne przez kilka miesięcy w roku, na dobrą sprawę tylko latem. Planując trasę, a nawet na dzień przed wjazdem na drogi kategorii „F”, warto zerknąć na aktualną mapę warunków drogowych i przejezdności. Jest ona dostępna na stronie www.road.is

Jeżeli nie macie zamiaru wynajmować rasowej terenówki, a nie chcielibyście rezygnować z marzeń o Askji, zawsze pozostaje możliwość wykupienia przejazdu. Wycieczki takie zazwyczaj ruszają z Akureyri lub Mývatn i trwają od 10 do 12 godz. Koszt pierwszej z brzegu znalezionej oferty to 190 EUR, czyli ponad 800 PLN. Czy warto? Nie odpowiem wprost, ale zapraszam do dalszej lektury.

Askja - wulkan

Nazwa Askja w języku islandzkim oznacza „pudełko” lub „kalderę”. Wulkan jest położony w górach Dyngjufjöll, a jego wysokość wynosi 1510 m n.p.m. Taka wysokość i sąsiedztwo Vatnajökull sprawiają, że miejscami, nawet latem, zalega na nim śnieg. Góry tworzą zachwycającą scenerię, którą najlepiej oglądać znad brzegów dwóch jezior, które utworzyły się w kalderze Askji. To właśnie one są celem wycieczek.

Jezioro większe, Öskjuvatn, ma wymiary 5x3 km i głębokość 220 m. Jest to drugie po lagunie lodowcowej Jökulsárlón najgłębsze jezioro Islandii. Przy dobrej pogodzie w tafli jeziora odbijają się okoliczne góry - widok podobno niesamowity.

Mniejsze jeziorko to Víti, czyli po islandzku „piekło”. Liczy sobie około 100 m średnicy, znajduje się tuż obok większego jeziora, ma piękną, jasnoniebieską barwę, a jego nazwa nie jest bynajmniej dziełem przypadku. Woda wydziela zapach siarki, a do tego, podgrzewana geotermalnie, osiąga temperaturę około 22℃ Przypomina trochę Błękitną Lagunę (choć tam jest zdecydowanie cieplej), i tu też można zażyć kąpieli. Należy oczywiście uważać - to dziki akwen, w którym nie widać dna. A ludzi, którzy mogliby nam w razie czego udzielić pomocy, na pewno nie będzie w tej okolicy zbyt wielu.

Zejście nad taflę Víti jest relatywnie strome. Ale prawdziwy problem może stanowić droga powrotna, jeśli teren rozmięknie pod wpływem deszczu. Glina i błoto są wtedy bardzo śliskie. Dlatego będąc w Dreki, warto spytać strażników parku lub obsługę schroniska o warunki przy jeziorku. Spotkałem się też z informacją, że jeżeli do jeziorka nie można schodzić, na ścieżce znajduje się drewniany znak w kształcie litery „X”.

Aby dostać się do jeziorek z Dreki, należy dojechać drogą nr F894 do parkingu Vikraborgir (około 8 km), a następnie, już na piechotę, ruszyć wytyczonym szlakiem do Víti. Do pokonania jest dystans 2,5 km po relatywnie płaskim terenie. Nie powinno to zająć więcej niż 45 min. Mapy (OpenStreetMap) pokazują też bezpośredni szlak pieszy z Dreki do Víti. Znalazłem opis szlaku i podstawowe informacje o nim na Wikiloc, ale niestety sam opis i komentarze są (najprawdopodobniej) po katalońsku.

Na Askję mało kto zwracał uwagę, dopóki nie nastąpił jej wybuch w 1875 r., w wyniku którego najbardziej ucierpiały Fiordy Wschodnie. Pył wybił żywy inwentarz i zatruł glebę, czego konsekwencją były fale masowych imigracji z wyspy. Pył z jej erupcji dotarł także nad teren Skandynawii, Polski i Niemiec. W wyniku wybuchu powstała kaldera, w której następnie utworzyły się jeziorka Öskjuvatn i Víti.

Ostatnia erupcja wulkanu miała miejsce w 1961 r. Nie była tak niszczycielska jak ta z 1875 r., ale i tak popioły wylatywały wtedy na wysokość 8 km.

Obserwowany w ostatnich latach, a objawiający się wstrząsami, wzrost aktywności Askji każe naukowcom przypuszczać, że kolejny wybuch może nastąpić w każdej chwili. Jednym z sygnałów ostrzegawczych jest też, zaobserwowane po raz pierwszy w kwietniu 2012 r., wczesne stopnienie lodu pokrywającego Öskjuvatn. Zazwyczaj topniał on dopiero w czerwcu lub lipcu.

Astronauci i zaginieni naukowcy

Z Askją związana jest historia zaginięcia dwójki niemieckich naukowców: Walthera von Knebela i Maxa Rudloffa. W 1907 r. badali oni kalderę wulkanu. Pewnego dnia wypłynęli łódką na wody jeziora Öskjuvatn i przepadł po nich wszelki ślad. Narzeczona von Knebela zorganizowała wyprawę poszukiwawczą, ale nie znaleziono ani ciał, ani jakiejkolwiek wskazówki, co mogło się wydarzyć.

O tej historii przypomniano sobie w 2014 r. po tym, jak zaobserwowano na jeziorze ogromną (około 30 m wysokości) falę, powstałą w wyniku osuwiska znacznych ilości materiału skalnego. Wysnuto podejrzenie, że Niemców mogła zabić podobna w swej naturze fala.

Jeszcze inną ciekawostką wymienianą przy okazji Askji jest fakt, że w okolicy ćwiczyli astronauci z misji Apollo, przygotowujący się do lotu na Księżyc. I faktycznie, miejscami krajobraz jest iście księżycowy. Dobrze to widać np. na szlaku z parkingu Vikraborgir do jezior Öskjuvatn i Víti. Teren, po którym wiedzie trasa, to szare, upstrzone małymi głazami pole lawowe - zazwyczaj suche jak pieprz (cień opadowy związany z obecnością lodowca) i pozbawione wszelkiej roślinności.

Dreki - schronisko i kemping

Dreki („smok”) to położona na wschodnim skraju gór Dyngjufjöl oaza cywilizacji, do której trafia każdy, kto wybiera się do Askji. Znajdują się tu dwie chaty zdolne pomieścić 60 osób i pole kempingowe. Z większych luksusów, znajdziemy tutaj prysznice i kuchnię. Można też uzyskać aktualne informacje o okolicy.

W Dreki nie ma sklepu, więc jedzenie należy przywieść ze sobą.

Drekagil - Smoczy Kanion

Drekagil to wąski, ciemny i mroczny kanion przyozdobiony formacjami skalnymi, które potrafią pobudzić wyobraźnię. Ktoś dopatrzył się tam smoków i nazwa dla miejsca znalazła się sama, przechodząc przy okazji na pobliskie Dreki.

Pobliskie, a wręcz sąsiadujące, bo wejście do kanionu znajduje się tuż obok zabudowań schroniska. Biegnący dnem kanionu szlak nie jest długi (ma około 600 m - pomiar własny), ani też specjalnie trudny, ale wymaga trochę wspinaczki. Na końcu kanionu znajduje się wodospad Drekafoss o wysokości około 30 m.

Herðubreið - góra

Góra Herðubreið, będąca tak naprawdę wygasłym wulkanem, wznosi się samotnie nad wulkaniczną pustynią Ódáðahraun i od dziesięcioleci zachwyca kolejne pokolenia Islandczyków. Wielu z nich uważa Herðubreið za najpiękniejszą górę w kraju.

Jej charakterystyczny kształt, z rozległym płaskim szczytem i stromymi stokami, to zasługa procesów wulkanicznych zachodzących w specyficznych warunkach, a mianowicie gdy erupcja odbywa się pod grubą warstwą lodu lub śniegu. Wypływająca lawa szybko się schładza, gęstnieje, a przez to nie rozlewa się zbyt daleko. Kolejne jej warstwy tworzą charakterystyczny, stromy stożek. Gdy wulkan w końcu „przebije” się przez lód lub śnieg na powierzchnię, stożek ma już bardziej klasyczny kształt.

Tego typu wulkany są bardzo rzadkie i mają nawet swoją nazwę - tuya. Za ich odkrywcę uważa się kanadyjskiego geologa Billa Mathewsa. Mathews badał tego typu formację w Kolumbii Brytyjskiej, w okolicach rzeki Tuya i pasma górskiego o tej samej nazwie. W 1947 r. wydał publikację podsumowującą badania i tam właśnie po raz pierwszy zaproponował użycie słowa tuya dla tego typu wulkanów.

W pobliżu Herðubreið znajduje się kilka dłuższych szlaków. Najlepiej wyruszyć na nie z Herðubreiðalindir - schroniska położonego kilka kilometrów na wschód od góry, niedaleko drogi nr F88.

Herðubreiðalindir - schronisko i kemping

Herðubreiðalindir to schronisko i kemping położone niedaleko drogi nr F88 i góry Herðubreið. Często jest nazywane oazą, bo stanowi niewielką plamę zieleni na rozległej, pustynnej równinie. Przez „oazę” przepływa rzeka, sporo tu różnych gatunków roślin, a także ptactwa.

W Herðubreiðalindir znajduje się zbudowana pod koniec lat 50. chata, posiadająca 30 miejsc noclegowych. Mimo prymitywnych warunków, wśród udogodnień znajdziemy prysznice (woda jest ogrzewana gazem). Schronisko działa w miesiącach letnich. Więcej informacji, w tym o rezerwacji, na oficjalnej stronie.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż