Wrak samolotu DC-3

Zdekompletowany wrak samolotu DC-3 to jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów, które można spotkać podróżując po Islandii. A jeśli chodzi o liczbę zdjęć, na których go uwieczniono, śmiało może konkurować z najfajniejszymi wodospadami wyspy. I w sumie nic w tym dziwnego.

Posadowiony na czarnej plaży wrak jest niesamowicie fotogeniczny, a zdjęcia z jego udziałem moją w sobie coś niezwykłego. Tajemnicę i pewien dekadentyzm. Mają klimat świata, który się skończył. Skończył w tragiczny dla ludzkości sposób. Tak to widzę. I nic nie szkodzi, że prawdziwy scenariusz wyglądał trochę bardziej banalnie i tak jakoś… amerykańsko.

Samolot należał bowiem do marynarki wojennej USA. Rozbił się na plaży Sólheimasandur w 1973 r. z powodu braku paliwa. Na szczęście wszyscy lecący samolotem przeżyli katastrofę. Dość szybko okazało się, że paliwo wcale się nie skończyło, tylko pilot przełączył się na niewłaściwy zbiornik (DC-3 ma ich 3, a schemat całego układu bez problemu znajdziemy w internecie - wiedza bezużyteczna, ale można błysnąć w towarzystwie).

Miejsce katastrofy jest oddalone od drogi nr 1 o około 4 km. Kiedyś można tu było dojechać samochodem, ale teraz jest to zabronione. Turyści rozjeżdżali kruchą roślinność, a zdarzało się też, że utykali w luźnym piasku. Tym samym należy przygotować się na około godzinny spacer (w jedną stronę). Wprawni piechurzy na pewno coś z tego czasu urwą.

Pewnym problemem może być znalezienie parkingu przy drodze nr 1, z którego biegnie ścieżka do wraku. Jadąc na wschód, po lewej stronie musimy wypatrywać drogi nr 221 prowadzącej do lodowca Sólheimajökull. Kierunkowskaz jest bardzo dobrze widoczny. Teraz należy wzmóc czujność. Parking znajduje się ok 1,8 km od tego skrzyżowania. Najprawdopodobniej będą na nim jakieś samochody, miejsce robi się coraz bardziej popularne.

DC3 - jeden z najpopularniejszy samolotów transportowych w historii

Douglas Commercial 3 w pełni zasłużył na to miano. Pierwszy lot tego modelu odbył się 17 grudnia 1935 r., w 32. rocznicę pierwszego w historii lotu wykonanego przez braci Wright. Regularną służbę w American Airlines rozpoczął już rok później. Początkowo obsługiwał nocne loty na terenie USA. Dość szybko okazało się, że to świetna i ekonomiczna maszyna, a do jego eksploatacji nie trzeba było dokładać. A regułą w tamtych czasach było, że rząd po części finansował loty. Uznaje się, że DC-3 znacząco przyczynił się do rozwoju amerykańskiego lotnictwa pasażerskiego w latach 30. i 40. XX w.

Prostota, łatwość serwisowania i niskie koszty utrzymania powodowały, że model służył w wielu liniach lotniczych, m.in. w LOT. Nawet dziś, w ciągłej eksploatacji znajduje się kilkaset egzemplarzy DC-3. Choć oczywiście są to konstrukcje trochę zmodyfikowane względem pierwowzoru z lat 30. XX wieku.

Jeśli chodzi o technikalia, DC-3 to dolnopłat o rozpiętość skrzydeł 29 m i długości prawie 20 m. Jego prędkość przelotowa wynosi 274 km/h, a maksymalna 381 km/h. Zasięg z kolei, to 2650 km. Więc na jednym tankowaniu, do miejsca, w którym aktualnie spoczywa, doleciałby z Warszawy. Z jego prędkość przelotową, zajęłoby to około 10 godz.

W internecie spotkałem się z określaniem wraku mianem Dakota. Dziś, bogaty w wiedzę o tym modelu mogę przypuszczać, że pisał to Brytyjczyk. Wojskowe wersje DC-3 służące w Wielkiej Brytanii właśnie tak były nazywane. To akronim od Douglas Aircraft Company Transport Aircraft.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż