Jezioro Mývatn posiada może niezbyt zachęcającą nazwę („jezioro komarów”), ale bez dwóch zdań, warto odwiedzić ten fragment Islandii. Ze względu na jezioro samo w sobie, jak i miejsca świadczące o sporej wulkanicznej aktywności okolicy.

Samo jezioro nie należy do dużych, ma wymiary około 7x5 km, i jest przy tym płytkie. Średnia głębokość to 2 m, natomiast maksymalna - zaledwie 5 m. Jezioro, wraz z wypływającą z niego rzeką Laxá, jest objęte ochroną. Na licznych półwyspach i wysepkach żyje sporo ptaków - można je spotkać i usłyszeć m.in. na cyplu Höfði, a ich mniej żywiołowe wersje w muzeum Sigurgeirs. Mając na uwadze zapewnienie spokoju ptakom wysiadującym i wychowującym młode, w okresie od 20 maja do 20 lipca pewne obszary przylegające do jeziora mogą być zamknięte dla turystów. Informują o tym stosowne tablice.

Przyroda ożywiona to jedno, ale zdecydowanie najwięcej turystów odwiedza Mývatn ze względu na nadzwyczajne nagromadzenie atrakcji mających związek z wulkanami i dość płytko w tym rejonie zalegającymi pokładami magmy.

Główny wulkan w tej okolicy, to położona na północny-wschód od jeziora Krafla. Jej kaldera jest spora (ciągnie się przez około 9 km) i płaska. Generalnie, Kraflę należy raczej traktować jako obszar, pod którym znajdują się pokłady magmy, znajdujące miejscami ujście na powierzchnię.

Tak było w m.in. w przypadku Leirhnjúkur, miejsca, które zdecydowanie warto odwiedzić. To relatywnie świeże, bo mające zaledwie nieco ponad 30 lat pole zastygłej magmy. Tuż obok niego znajduje się starszy twór Krafli - stożek wypełniony jeziorkiem Víti. Jadąc do tych miejsc drogą nr 863 warto zwrócić uwagę na rury i inne urządzenia mijane po drodze. To infrastruktura elektrowni geotermalnej Kröflustöð. Za element tej infrastruktury można też uznać stojący sobie pośrodku niczego… prysznic. Instalacja działa, woda jest ciepła i leci przez całą dobę.

Krafli zawdzięcza też swoje istnienie kolejna atrakcja, której nie można pominąć - pole geotermalne Hverir.

Na listę poleceń należy też wciągnąć skalne miasto Dimmuborgir, po polsku „mroczne zamki”. Wbrew nazwie, spacer po nim, po wizycie w miejscach, w których coś nam może wybuchnąć pod stopami, to relaksujące doświadczenie.

Dimmuborgir - skalne miasto

Skalne miasto Dimmuborgir jest bodajże najbardziej rozpoznawalną atrakcją okolic jeziora Mývatn. Dimmuborgir to nic innego, jak rozrzucone na obszarze około 2 km² formacje skalne utworzone około 2,3 tys. lat temu z zastygłej lawy.

Skały dochodzą do 20 m wysokości, a ich miejscami przysadziste, miejscami smukłe kształty pozwalają wykazać się wyobraźni. Nie dziwi więc nazwa miejsca, którą można przetłumaczyć jako „mroczne zamki”.

Najbardziej charakterystyczną formacją skalną na terenie Dimmuborgir jest jaskinia Kirkjan („kościół”) o bardzo regularnym kształcie wejścia, obramowanym jaśniejszym pasem.

Teren „miasta” przecinają liczne „uliczki”, tj. szlaki z punktem początkowym przy kawiarni i sklepiku Kaffi Borgir. Tuż przy tym lokalu znajduje się punkt widokowy pozwalający popatrzeć na Dimmuborgir z góry.

Dojazd na miejsce odnogą drogi nr 848.

Dimmuborgir - legendarne miejsce

Tak niezwykłe miejsce jak Dimmuborgir nie mogło obyć się bez związanej z nim legendy.

I tak, okoliczne skały miały być domem Grýla - kobiety pół ogra, pół trolla, jej męża Leppalúði (trzeciego, by pozostać precyzyjnym) oraz ich 13 synów zwanych Yule Lads.

Grýla znana była z tego, że w okresie świąt Bożego Narodzenia wyszukiwała i pożerała niegrzeczne dzieci (których nigdy nie brakowało...). Najbardziej lubiła robić z nich gulasz. Miała też pupila, olbrzymiego kota, który również w okresie świątecznym pożerał dzieci, jeśli ociągały się z pracami tkackimi, dziewiarskimi i szwalniczymi. Jak nietrudno się domyślić, legendy te miały za zadanie skłonić dzieci do pożądanych przez rodziców zachowań. Taki islandzki odpowiednik straszenia u nas rózgą pod choinkę lub - bardziej „hardkorowym” - Krampusem w krajach centralnej Europy.

Rolę wychowawczą pełniło też, przynajmniej kiedyś, 13 synów Grýla, czyli Yule Lads. Poczynając od 12 grudnia, wychodzili po kolei dzień po dniu i uprzykrzali życie Islandczykom. Ich imiona pochodziły od stosowanych metod „terroru”. I tak, pierwszy z nich, czyli Stekkjarstaur, nękał żywy inwentarz, a przy okazji miał jakiś problem z nogami. Giljagaur („gapiący się z wąwozu”) - ukrywał się w wąwozach, a gdy nadarzała się okazja, kradł mleko z obory. Stúfur, czyli „przysadzisty”, był niski i znany z kradzieży garnków. Skyrgámur kradł skyr - rodzaj islandzkiego jogurtu. Gluggagægir to „podgl¹daj¹cy przez okno” i tylko czekający na to, żeby coś ukraść.

Legendy o Yule Lads miały zniechęcać dzieci do wychodzenia z domu w czasie zimnej i ciemnej islandzkiej zimy. Wiele z nich ginęło w ten sposób bez śladu. Dzisiaj trolle trochę się uwspółcześniły i zamerykanizowały - zamiast kraść, przynoszą prezenty.

Ale Dimmuborgir pojawia się też w innych kontekstach. Miało to być miejsce, gdzie szatan wylądował na ziemi po wygnaniu z nieba, i gdzie miał utworzyć katakumby prowadzące do piekła. Być może dlatego nawę tego miejsca wykorzystał norweski zespół black metalowy Dimmu Borgir. Polecam obejrzeć jakiś ich teledysk na YouTube - zabawnie to wygląda, choć chyba nie o taki odbiór im akurat chodziło.

No i kończąc temat ciekawostek, Dimmuborgir, w zimowej scenerii, zagrało w serialu „Gra o tron”. Mance Rayder prowadził przez nie swoją armię.

Hverfjall - wulkan

Hverfjall to wygasły wulkan położony po wschodniej stronie jeziora Mývatn. Stożek ma wyjątkowo regularny kształt, a jego koroną przebiega ścieżka pozwalająca obejść go dookoła. Warto to zrobić chociażby dla widoków. Roztacza się stąd panorama jeziora Mývatn, widać też położone 2 km na południe Dimmuborgir.

Dojazd do parkingu, przy którym zaczyna się szlak, to 2,5-kilometra szutrowa droga odchodząca od drogi nr 848. Przy parkingu toalety z bardzo fajnym widokiem przez okno.

Hverir - pole geotermalne

Nawet nie wiedząc o istnieniu Hverir, ciężko je przeoczyć jadąc drogą nr 1 (przy założeniu, że przemieszczamy się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara). W pewnym momencie, na horyzoncie wyrasta pozbawione roślinności pasmo górskie, o bladopomarańczowej barwie, przywodzącej na myśl krajobraz Marsa. Na takim tle widzimy kłęby białego, snującego się nad ziemią dymu, skrywającego liczne sadzawki wypełnione bulgoczącym błotem o barwie popiołu oraz niewielkie kopczyki (fumarole), w głównej mierze odpowiedzialne za zadymienie okolicy.

Hverir działa na wszystkie zmysły. Raz, że wygląda niepokojąco - zupełnie inaczej niż np. pole geotermalne Geysir. Dwa, czuć ciepło - wystarczy wejść w kłęby dymu. Jest to przyjemne zwłaszcza wtedy, gdy temperatura powietrza wynosi kilka stopni. W pobliżu kopców słychać też syk - czuć tę energię, z jaką dym wydostaje się na zewnątrz. I na koniec, wszystko śmierdzi zgniłym jajem - czyli siarką.

Niedaleko Hverir znajduje się góra Námafjall (490 m n.p.m.), należąca do pasma, przez które przedziera się droga nr 1 biegnąca w stronę jeziora Mývatn. Warto pokusić się o wejście na jej szczyt. Szlak nie jest długi (z parkingu przy polu geotermalnym to około kilometra), ale dość stromy. Po drodze jest sporo miejsc, z których można podziwiać Hverir, natomiast wejście na samą górę pozwala dodatkowo rozkoszować się widokiem jeziora Mývatn.

Leirhnjúkur - pole lawy

Pole lawy Leirhnjúkur to wynik działalności wulkanu o takiej samej nazwie, należącego do systemu wulkanicznego Krafli. Leirhnjúkur jest tworem relatywnie świeżym, powstawał na przestrzeni lat 1975-1984.

Parking przy drodze nr 863 od właściwego pola lawy dzieli nieco ponad kilometr. Po drodze napotkamy bulgoczące błotne sadzawki i żółto-zielone siarkowe wykwity. Jednak to dopiero wejście w obszar pokryty ciemną, zastygłą w nierzadko fantazyjnych kształtach i kolorach magmą daje efekt WOW.

Jest coś niesamowitego w spacerowaniu po terenie, który jeszcze trzydzieści kilka lat temu był rozgrzaną do czerwoności magmą. Miejscami zdążyła już ona porosnąć mchem i porostami, ale są też obszary, z których cały czas wydobywa się ciepły dym.

Víti - jezioro w kraterze

Jezioro znajduje się w kraterze uformowanym w 1724 r. na terenie obszaru zaliczanego do strefy wpływów wulkanu Krafla. Víti ma piękny, turkusowy kolor, co nijak nie koresponduje z jego nazwą, która po islandzku oznacza „piekło”. Warto zauważyć, że bardzo podobne i tak samo nazwane jezioro znajduje się w kraterze wulkanu Askja. Wynika to z wierzeń Islandczyków, którzy uważali kratery wulkanów za wejścia do piekła.

Wokół krateru wytyczono przyjemny szlak. Można z niego podziwiać ciemne i rozległe pole lawy Leirhnjúkur na zachodzie i aktualny stożek wulkan Krafla (818 m n.p.m.) na wschodzie.

Grjótagjá - gorąca grota

Grjótagjá to powstała w wyniku procesów wulkanicznych jaskinia, dno której wypełnia przejrzysta, mająca błękity odcień woda. Ponadto, jest ona zasilana ze źródeł geotermalnych, więc utrzymuje stałą temperaturę 40 ℃. Niestety, aktualnie nie można się tu kąpać. Przynajmniej oficjalnie.

Jaskinia była wykorzystywana jako miejsce do zażywania kąpieli od dawna. Istnieją przekazy mówiące o tym, że na początku XVIII w. służyła za łaźnię banicie Jónowi Markússonowi. Dopiero wzrost aktywności wulkanicznej w latach 1975-1984 spowodował podniesienie temperatury wody do około 50 ℃ i wprowadzenie zakazu kąpieli.

Warto wspomnieć, że jaskinia wystąpiła w… oczywiście, „Grze o tron”. Żeby nazbyt nie spojlerować, rzucę tylko hasła: główny bohater, seks, jaskinia ;-)

Przy jaskini znajduje się parking, dojazd drogą nr 860.

Laguna Mývatn

Laguna Mývatn to miejsce, w którym za równowartość około 150 PLN (stan na 2018 r.) można zażyć kąpieli w ogrzewanej termalnie wodzie. Baseny znajdują się na świeżym powietrzu, i mimo że wyglądają na naturalne, są dziełem rąk ludzkich. Woda o temperaturze 36-40°C pochodzi natomiast z odwiertu przy elektrowni Bjarnarflag, znajdującej się około kilometr od basenów.

Laguna Mývatn jest więc tworem całkowicie sztucznym, co nie znaczy, że gorszym. Moim zdaniem baseny i infrastruktura wyglądają jak Błękitna Laguna w skali 1 : 2.

Höfði - zielony cypel

Höfði to cypel na południowo-wschodnim brzegu jeziora Mývatn. Porośnięty jest dość gęsto drzewami, co samo w sobie stanowi w tej okolicy ewenement i sprawia, że sporo tu ptaków.

Ale największą atrakcją Höfði są wyrastające z wody słupy lawy - Kálfaströnd. To jedno z najlepszych miejsc, aby obejrzeć je z bliska. Ponadto znajdziemy tu, położony na pagórku, punkt widokowy pozwalający podziwiać jezioro w pełnej krasie.

Cypel, jak i przynależny do niego parking, położony jest tuż przy drodze nr 848.

Skútustaðagígar - pseudokratery

Skútustaðagígar to, położona na południowym krańcu Mývatn, grupa miskowatych wgłębień porośniętych trawą, swym kształtem przypominających wulkaniczne kratery. Przypominają je, ale nimi nie są, choć procesy wulkaniczne brały udział w ich powstaniu.

Kiedyś w miejscu tym znajdowały się bagniste mokradła. Wybuch jednego z okolicznych wulkanów sprawił, że teren pokryła magma. Podgrzała ona zalegającą pod nią miejscami wodę, co doprowadziło do wytworzenia się pary wodnej, której ciśnienie rozerwało warstwę magmy i uformowało widoczne do dziś kształty.

Reykjahlíð - wioska

Reykjahlíð to największe skupisko ludzkie w pobliżu Mývatn. Można tu znaleźć pokoje gościnne, sklepy, stację benzynową oraz informację turystyczną (Hraunvegur 8, Reykjahlid, Lake Myvatn 660). Jest też kemping, malowniczo położony nad brzegiem jeziora, wyposażony we wszystko, co potrzeba.

Kemping nad brzegiem Mývatn (stan na 2015 r.) będę wspominał z dwóch powodów. Trochę wiało; można by rzec, że nie spaliśmy, bo trzymaliśmy namiot. Drugi powód - uderzał na nim brak typowego dla Islandczyków zaufania przejawiający się mnóstwem karteczek zabraniających tego i owego.

Sigurgeirs - muzeum ptaków

Jezioro Mývatn zostało zaliczone do ostoi ptaków IBA (Important Bird Area). Żyje ich tu, zwłaszcza w okresie lęgowym, naprawdę mnóstwo, chociażby 16 gatunków kaczek. Nic dziwnego, że w okolicy powstało muzeum im poświęcone.

W Sigurgeirs można obejrzeć całą kolekcję wypchanych ptaków, choć… raczej nie dowiemy się tu o nich zbyt wiele (a przynajmniej tak wynika z recenzji na TripAdvisor). Mimo wszystko, miłośnicy skrzydlatych stworzeń nie powinni być zawiedzeni.

Okolice muzeum to także dobre miejsce do obserwacji żywych okazów. Obecnością ludzi nie krępują się kaczki, a w podglądaniu bardziej płochliwych gatunków może pomóc znajdujący się w kawiarni teleskop.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż