Półwysep Snaefellsnes - Islandia w miniaturze

Półwysep Snaefellsnes nazywany jest często Islandią w miniaturze, gdyż znajdziemy tu prawie wszystko, z czego wyspa słynie: lodowiec, fiordy, wodospady, pola lawy, itd. Krajobraz jest zróżnicowany, a zagęszczenie atrakcyjnych turystycznie miejsc robi wrażenie.

Najwięcej „dzieje się” na samym krańcu półwyspu. To tutaj znajduje się lodowiec Snæfellsjökull oraz owiane złą sławą wśród żeglarzy wybrzeże. Ostre skały i niespokojne wody nie odstraszały jednak miejscowych rybaków. Po okresie prosperity dziś pozostały jedynie ślady, coraz chętniej odwiedzane przez turystów.

Ci ostatni w pewnym stopniu przyczynili się do utworzenia parku narodowego, nazwanego tak samo jak lodowiec. Dzięki niemu przyroda jest tu lepiej chroniona, a powstała infrastruktura ułatwia i uprzyjemnia pobyt w tych stronach.

W rozdziale opisuję miejsca, które zazwyczaj nie wymagają zbyt długiej wędrówki z parkingu. Zainteresowanym dłuższymi wyprawami polecam oficjalną stronę parku, gdzie udostępnione są mapki i opisy szlaków (do dostania również w centrach informacji turystycznej).

Kirkjufell - góra-symbol

Kirkjufell to podobno najczęściej fotografowana góra Islandii. Znajdziemy ją na pocztówkach, w broszurach i reklamach. Można tego fenomenu nie rozumieć, ale nie sposób zaprzeczyć, że ze swoimi stromymi stokami i stożkowatym kształtem Kirkjufell jest bardzo charakterystyczna.

Góra znajduje się na cyplu niedaleko wioski Grundarfjörður i widać ją doskonale praktycznie z każdego jej miejsca. Wynika to zarówno z niskiej islandzkiej zabudowy, jak i pokaźnej wysokości góry. Wznosi się ona 463 m nad poziom morza, niemal z niego wyrastając. Dla porównania, Pałac Kultury i Nauki w Warszawie mierzy 231 m wraz z iglicą.

Kirkjufell znajduje się tuż obok szosy nr 54 - głównej drogi na półwyspie Snaefellsnes. Oprócz podziwiania góry z położonego tuż obok niej parkingu, można wybrać się na spacer po okolicy w poszukiwaniu najlepszych ujęć. Ścieżki prowadzą m.in. w pobliże Kirkjufellsfoss - niewielkiego wodospadu, który pojawia się na większości zdjęć Kirkjufell. Istnieje też możliwość obejścia góry - ścieżka biegnie skrajem cyplu.

Zdobycie szczytu Kirkjufell jest trudne, niebezpieczne i wymaga doświadczenia oraz dużej sprawności fizycznej, dlatego nie każdemu można je polecić. Nie warto też ryzykować wspinaczki przy złej pogodzie - już kilkoro ludzi przypłaciło to życiem. Filmik poglądowy z ostatniego, najtrudniejszego etapu, można znaleźć na YouTube. Nawet jeżeli nie planujecie wspinaczki, warto obejrzeć. Widoki są niesamowite.

Snæfellsjökull - wulkan

Snæfellsjökull to nazwa lodowca, a jednocześnie wulkanu, który się pod nim znajduje. Sam wulkan często nazywany jest po prostu Snæfell - czyli Śnieżna Góra. Zalicza się go do stratowulkanów, co oznacza, że stożek powstał z produktów jego erupcji.

Ze względu na znaczną wysokość -1446 m n.p.m. - i charakterystyczny kształt, od dawna był traktowany przez żeglarzy jako punkt orientacyjny. Przy dobrej pogodzie można go podobno zobaczyć z Rejkiawiku na południu i z Rauðisandur - Czerwonej Plaży - na północy (Fiordy Zachodnie).

Latem dotarcie w okolice szczytu nie stanowi większego problemu, choć wymagany jest podstawowy sprzęt (raki, czekan, ciepłe ubranie). Należy uważać na lodowe rozpadliny.

Wejście na sam szczyt wymaga już umiejętności wspinaczki. Sprawy nie ułatwia fakt, że zazwyczaj jest on pokryty śniegiem i lodem.

Oczywiście, bez problemu można znaleźć zorganizowaną wycieczkę na lodowiec. Ceny są typowo islandzkie (czytaj wysokie), ale przynajmniej nie musimy się martwić o sprzęt i o to, że umrzemy w jakiejś lodowej rozpadlinie.

Jako pierwsi na szczyt Snæfellsjökull wspięli się 1 czerwca 1754 r. Islandczycy - Eggert Ólafsson i Bjarni Pálsson. Podróżnicy szacowali wysokość góry na grubo ponad 2000 m. Dość szybko, bo już pod koniec XVIII w., zdano sobie sprawę, że jest ona o wiele niższa, ale na właściwy pomiar trzeba było poczekać do 1910 r. Został on wykonany przez duński sztab generalny w ramach szeroko zakrojonej akcji mierzenia i kartowania wyspy.

Dwójka Islandczyków może się cieszyć sławą pierwszych zdobywców Snæfellsjökull, ale w powszechnej pamięci muszą ustąpić miejsca dwóm innym podróżnikom, nierozerwalnie związanym z wulkanem. Chodzi oczywiście o Otto Lidenbrocka i jego siostrzeńca Axela - głównych bohaterów książki „Podróż do wnętrza Ziemi” Juliusza Verne’a. Jeżeli jesteście ciekawi, w jaki sposób Verne przedstawił Islandię, zapraszam do przeczytania dodatku Islandia oczami Juliusza Verne’a.

Vatnshellir - jaskinia

Vatnshellir to jaskinia w pokładach magmy uformowana około 8 tys. lat temu. Powstała w wyniku wstrząsu wywołanego przez erupcję wulkanu (jakiego, źródła nie podają).

Jaskinia nie jest przesadnie długa, ma około 200 m, ale znajduje się 35 m pod powierzchnią ziemi. Na dno prowadzą długie, kręcone schody.

Wejście jest płatne, a normalny bilet kosztuje 3750 ISK, czyli około 116 PLN (stan na 2018 r.). Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem (angielskojęzycznym) i trwa około 45 min. Każdy uczestnik dostaje hełm oraz latarkę, więc przypuszczam, że jaskinia nie posiada oświetlenia. Więcej szczegółów oraz możliwość kupna biletów na oficjalnej stronie. Bilety można też nabyć na miejscu, ale podobno nie ma wtedy gwarancji, że wystarczy miejsc.

Zdjęcia jaskini (nawet te na oficjalnej stronie) nie wyglądają zbyt przekonująco, ale skłonny jestem zrzucić to na karb trudności ze zrobieniem dobrych i oddających rzeczywistość fotografii w takich ciemnościach. Za to opinie o obiekcie są przeważnie dobre, czasem wręcz entuzjastyczne.

Parking, na którym można się zatrzymać, znajduje się tuż przy drodze nr 574.

Londrangar - skała-zamek

Skała Londrangar, przy pewnej dozie wyobraźni, może przypominać wzniesiony na brzegu morza zamek. Na „budowlę” składają się dwie wieże, jedna ma wysokość 57 m, druga 61 m.

Ten ciekawy obiekt stanowi resztki krateru zerodowanego przez morską wodę. Kolumny, które przetrwały, to zbudowany z twardego i odpornego bazaltu nek wulkaniczny, a więc „zawartość” stożka.

Londrangar podobno zamieszkują elfy. Takich wątpliwości nie ma natomiast wobec całych zastępów ptaków, które polubiły niedostępne partie skały. Można tu spotkać mewy, nurzyki, fulmary, a nawet maskonury.

Parking, z którego można dojść w pobliże skały, znajduje się przy drodze nr 574. Ścieżka dochodzi do morza i biegnie z grubsza wzdłuż brzegu, jej długość wynosi 800 m.

Drugi wariant dojścia, to wyruszenie z Malarrif (patrz niżej). W tym przypadku trasa ma około kilometra.

Malarrif - informacja turystyczna

Malarrif to stara farma, obok której od kilku lat działa centrum informacji turystycznej Parku Narodowego Snæfellsnes. Można tu również obejrzeć wystawę przybliżającą historię, florę, faunę oraz geologię regionu, a także zrobić zakupy w sklepiku z pamiątkami.

Na klifowym wybrzeżu w pobliżu Malarrif znajduje się latarnia morska zbudowana w 1917 r., a przebudowana w 1947 r. Ma 20 m wysokości, a jej światło widać z odległości 18 km. Niektórzy przyrównują jej kształt do rakiety - jest smukła i okrągła w przekroju, co czyni ją na Islandii czymś wyjątkowym, ponieważ większość latarń na wyspie to niezbyt wysokie, mało interesujące betonowe klocki.

Dagverðará - opuszczona farma

Dagverðará to opuszczone przez ludzi zabudowania, jakich wiele na Islandii. W tym przypadku, ostatni mieszkańcy farmy opuścili ją w 1971 r. Zabudowania nie są bardzo stare, powstały w 1931 r. W szczytowym okresie mieszkało tu około 20 osób.

Na Dagverðará składa się dom i przylegająca doń stodoła. Obydwa budynki nie mają już dachów, stropów, drzwi ani okien. Pozostały gołe, betonowe ściany, ciekawie wkomponowujące się w otaczający krajobraz - rozległe łąki, przepływającą obok rzekę, nieodległe morze i zamykające panoramę od zachodu góry.

Na opuszczoną farmę łatwo trafić. Widać ją już z drogi nr 574. Droga dojazdowa jest szutrowa.

Saxhóll - krater

Saxhóll to jeden z najpopularniejszych kraterów na półwyspie Snaefellsnes. W odróżnieniu od równie znanego krateru Eldborg, jest o wiele łatwiej dostępny - parking znajduje się tuż u jego podnóża, a ścieżka prowadząca na szczyt to szerokie i wygodne schodki.

Stożek wznosi się na koło 100 m ponad okolicę. Dzięki temu, roztaczają się z niego bardzo przyjemne widoki. Z jednej strony ocean, z drugiej górskie szczyty, w tym lodowiec Snæfellsjökull.

Skarðsvík - plaża

Złoty piasek i turkusowa woda - raczej nie tego spodziewają się turyści przybywający na Islandię. A tymczasem, plaża Skarðsvík właśnie taki widok oferuje. Wystarczy jednak odwrócić się do wody plecami i popatrzeć na ciemny i surowy wulkaniczny brzeg, by przypomnieć sobie, gdzie jesteśmy. O ile wcześniej nie przypomni o tym temperatura.

Tym niemniej, Islandczycy, z braku laku, uwielbiają tę plażę. Latem można tu spotkać opalających się i kąpiących ludzi. Skarðsvík najlepiej odwiedzić w czasie odpływu. Co zrozumiałe, plaży jest wtedy „najwięcej”.

Öndverðarnes - latarnia morska

Öndverðarnes to najbardziej na wschód wysunięty fragment półwyspu Snaefellsnes. Jest on zwieńczony niewielką, intensywnie pomarańczową latarnią morską, a właściwie reflektorem posadowionym na budynku wielkości małego pokoju.

Spacer po okolicy pozwala odkryć zmurszałe i rozpadające się fundamenty, będące pozostałościami budynków wykorzystywanych przez rybaków jeszcze do początku XX w. Brzeg nie był zbyt przyjazny dla łodzi - wprawdzie niski, ale zbudowany z czarnych, ostrych skał - dzielni Islandczycy jakoś sobie jednak radzili.

Chodząc pośród ruin można się też natknąć na niewielką jaskinię Fálki („sokół norweski”), która jest jedynym w okolicy źródłem słodkiej wody. Według legendy, studnia ma 3 źródła: jedno ze świeżą wodą, drugie ze świętą (mającą właściwości lecznicze), a z trzeciej wypływa piwo ale.

Parking znajduje się tuż obok latarni. Droga dojazdowa - żwirowa, nie jest w najlepszym stanie, ale przy zachowaniu ostrożności, dojedziemy tu nawet zwykłym samochodem osobowym.

Svörtuloft - wybrzeże i latarnia morska

Svörtuloft oznacza „czarny sufit”. Od strony morza ten długi, 4-kilometrowy klifowy brzeg przypomina ciemny mur. Miejsce pochłonęło wiele istnień, nic więc dziwnego, że budziło grozę wśród żeglarzy.

Dziś skały, które budują Svörtuloft, wzbudzają głównie ciekawość. Można tu spotkać kilka interesujących formacji, w tym charakterystyczny cypel z otworem na poziomie wody (podobny do tego w Dyrhólaey). Poza tym zastępy ptaków, m.in. maskonury gnieżdżące się w skalnych zagłębieniach. Ciarki przechodzą na myśl, że kiedyś ludzie z takich miejsc wykradali jaja.

Poza skałami, w Svörtuloft zobaczymy także w miarę wysoką (13 m), pomarańczową latarnię morską zbudowaną w 1931 r. Teren wokół niej został przygotowany na przybycie turystów (wygodna, drewniana kładka, a także stół kempingowy).

Droga dojazdowa jest wyboista, ale nie przekracza możliwości zwykłego samochodu osobowego.

Berserkjahraun - pole lawy

Berserkjahraun to, mające kilka kilometrów kwadratowych, pole lawy powstałe około 4 tys. lat temu. Teren wygląda przeważnie tak, jakby był pokryty kamieniami porośniętymi mchem, ale trafiają się też większe skały, a nawet kratery.

Pole jest łatwo dostępne - przecina je główna droga półwyspu Snaefellsnes - nr 54.

Z nazwą Berserkjahraun związana jest legenda, pochodząca z XIII-wiecznego utworu „Eyrbyggja saga” („Saga o mieszkańcach Eyri”). Pewien mieszkający tu Islandczyk sprowadził ze Norwegii dwóch berserków (zgodnie z nordycką mitologią berserk to wojownik nieznający strachu, który w czasie walki wpadał w szał). Po jakimś czasie, podarował jednego z nich swojemu bratu Víga-Styrowi.

Jeden z Norwegów zakochał się w córce Víga i poprosił go o jej rękę. Ten zgodził się, ale pod warunkiem, że berserkowie oczyszczą ścieżkę między farmami braci. Tak się złożyło, że przechodziła ona przez pole lawy.

Zadanie trudne i pracochłonne, ale wojownicy szybko się uwinęli z zadaniem. Niestety, historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Z niewyjaśnionych powodów Víga-Styr zabił obydwu Norwegów, a ich ciała spalił nieopodal ścieżki, którą oczyścili.

Eldborg - krater

Eldborg („twierdza ognia”) to obok Saxhóll jeden z najbardziej znanych kraterów na półwyspie Snaefellsnes. Wyróżnia go regularny, oparty na owalu (250x180 m) kształt i dość strome zbocza. Ponad okolicę, którą jest pole lawy, wznosi się na około 60 m i ma też zbliżoną głębokość. Szacuje się, że erupcja, która go stworzyła, miała miejsce około 5-6 tys. lat temu.

Szlak prowadzący do wulkanu zaczyna się w pobliżu farmy Snorrastadir, do której należy zjechać z drogi nr 54. Jest tam stosowny kierunkowskaz, więc nie powinno być problemu z trafieniem. Dojeżdżając do zabudowań, przecinamy rzeczkę. Szlak na Eldborg zaczyna się tuż za mostem.

Dojście do podnóża krateru nie jest zbyt męczące, mimo że przez około 2,5 km praktycznie cały czas idziemy po polu lawy. Więcej wysiłku i uwagi wymaga natomiast wejście na szczyt. Jest skaliście i stromo. Wspinaczkę wspomagają łańcuchy.

Szczyt krateru to dobry punkt widokowy. Przy dobrej pogodzie widać z niego nawet oddalony o 8 km ocean. Czasami można też zobaczyć kruki gnieżdżące się w kraterze.

Farma Snorrastadir może być dobrym miejscem na nocleg - oferuje pokoje gościnne, a także pole kempingowe.

Arnarstapi - wioska

Patrząc na tę trochę senną wioskę, trudno uwierzyć, że była to kiedyś ważna placówka handlowa tętniąca życiem. Dziś ludzi przyciąga w te strony niezwykle ciekawy, zbudowany z bazaltu brzeg, ze skalnymi kolumnami, zatoczkami i innymi formami powstałymi w wyniku erozji.

Spacer po Arnarstapi można rozpocząć w porcie zbudowanym w jednej z naturalnych zatok, wędrując następnie brzegiem morza na południe. Po drodze zobaczymy m.in. wznoszący się nad taflą morza kamienny most oraz bardzo charakterystyczny kamienny łuk Gatklettur. Licznie gnieżdżące się w skałach ptaki powodują, że oprócz pięknych widoków, turystom towarzyszy ich jazgot, a także… zapach.

Około kilometrowy spacer można zakończyć przy pomniku ku czci Bárðura Snæfellsása - opiekuńczego ducha, który według lokalnych wierzeń miał strzec mieszkańców półwyspu. Monument został wykonany przez znanego islandzkiego rzeźbiarza Ragnara Kjartanssona.

W Arnarstapi znajduje się pole kempingowe, ale w internecie można się natknąć na wiele negatywnych opinii na jego temat.

Tragiczny w skutkach żart

O losach Bárðura można przeczytać w jednej z islandzkich sag. Był on podobno pół gigantem (ewentualnie trollem), pół człowiekiem. Wiadomo, że legendy rządzą się własnymi prawami, ale w tym konkretnym przypadku można przypuszczać, że jego ojciec był po prostu słusznych rozmiarów.

Bárður wychował się w Norwegii, ale za panowania króla Haralda opuścił ją i razem z liczną rodziną wyruszył na Islandię. Czyniąc długą historię krótką - nie chciał akurat temu królowi płacić podatków.

Wylądował na półwyspie Snaefellsnes, w okolicy Djúpalón (patrz plaża Djúpalónssandur), i tam też zbudował swoją farmę.

Jego przyrodni brat Þorkell mieszkał z kolei w miejscu dzisiejszego Arnarstapi. Dzieci Þorkella i Bárðura lubiły się razem bawić. W trakcie jednej z takich zabaw, jeden z synów Þorkella, w ramach żartu, wepchnął na krę lodową jedną z córek Bárðura - Helgę. Saga mówi, że ostatecznie nic się jej nie stało. Dopłynęła do Grenlandii, gdzie znalazła miłość życia.

Ale jej ojciec nie mógł o tym wiedzieć. W złości zabił przyrodniego brata i jego rodzinę. Po tych wydarzeniach pozbył się majątku i zniknął. Podobno zamieszkał w jaskini, w lodowcu na wulkanie Snæfellsjökull. Ze względu na ojca trolla/giganta, zimno miało mu w ogóle nie przeszkadzać.

Z czasem ludzie zaczęli wierzyć, że jego duch czuwa nad okolicą. Wierzyli do tego stopnia, że zaczęli się do niego zwracać w trudnych chwilach. Wtedy zaczęto go nazywać Bárðurem Snæfellsásem.

Hellnar - wioska

Hellnar była kiedyś jedną z największych wiosek rybackich na półwyspie. Dysponowała sporą flotą łodzi, a w porcie zatrzymywały się nawet duże statki rybackie. Pierwsze pisane wzmianki o tym miejscu pochodzą już z 1560 r.

Tak jak w przypadku innych osad półwyspu, po tej bogatej przeszłości nie ma śladu. A tutejszy port wygląda nad wyraz skromnie. Ciekawe jest za to jego otoczenie.

Plaża składa się ze sporych, wygładzonych przez wodę kamieni, z których część jest biała, a część czarna, ponieważ pochodzą z wulkanicznych erupcji dość znacznie od siebie oddalonych w czasie.

Tuż przy plaży wznosi się skalne urwisko ze sporym otworem. Przy niższym stanie wody można do niego podejść. Skrywa on jaskinię Baðstofuhellir znaną z tego, że przy odpowiednim świetle, jej ściany przybierają ciekawe kolory.

Uwagę zwraca też wzniesiona nieco wyżej na brzegu, niewielka kawiarnia Fjöruhúsið. Z jej tarasu roztacza się świetny widok na wszystko, co w Hellnar najlepsze.

Sönghellir - jaskinia

Sönghellir („jaskinia pieśni”) to jedna z kilku tak nazwanych jaskiń na Islandii. Zgodnie z nazwą, posiada świetną akustykę.

Na jej ścianach widać mnóstwo wyrytych napisów. Wśród imion i nazwisk można napotkać m.in. te należące do Eggerta Ólafssona i Bjarniego Pálssona - XVIII-wiecznych podróżników, którzy jako pierwsi zdobyli szczyt wulkanu Snæfellsjökull. Dziś taki wandalizm jest oczywiście niedopuszczalny.

Sönghellir leży niedaleko drogi nr 570. Droga ta, na niektórych mapach, jest oznaczana literką „F”, i faktycznie, lepiej mieć tu auto z napędem 4x4. Ułatwi ono pokonanie występujących tu stromych podjazdów po szutrowej, a więc mało przyczepnej nawierzchni.

Generalnie, drogę nr 570 warto przejechać w całości, nie tylko do jaskini. Widoki są wspaniałe, ponadto przebiega niedaleko granicy lodowca.

Gerðuberg - bazaltowy mur

Gerðuberg to w zasadzie pas foremnych, bazaltowych kolumn tworzących ścianę urwiska. Jednak spora długość i w miarę jednorodna wysokość (10-14 m) sprawiają, że Gerðuberg z daleka faktycznie wygląda jak mur.

Żeby zobaczyć Gerðuberg z bliska, należy pokonać około 2 km drogą szutrową odchodzącą od drogi nr 54. Zjazd jest oznaczony i znajduje się niedaleko (około 100 m) od skrzyżowania z drogą nr 567.

Rauðamelsölkelda - źródło

Rauðamelsölkelda to źródło świeżej, naturalnie gazowanej wody mineralnej. Gaz powoduje powstanie na powierzchni bąbelków, przez co woda wygląda, jakby się gotowała.

Jest to jedno z najbardziej znanych źródeł tego typu na wyspie, a jego woda ma podobno właściwości lecznicze.

Aby dostać się do Rauðamelsölkelda, należy kontynuować jazdę drogą, w którą skręca się, aby dojechać do bazaltowego muru - Gerðuberg. Od drogi nr 54 dzieli je dystans około 6 km.

Ytri Tunga - siedlisko fok

Ytri Tunga to piaszczysta plaża zamieszkiwana przez kolonię fok. Największą szansę na spotkanie zwierząt mamy w czerwcu i lipcu.

Bjarnarfoss - wodospad

Na półwyspie Snaefellsnes nie mogło oczywiście zbraknąć jakiegoś robiącego wrażenie wodospadu. Bjarnarfoss na rzece Bjarnaá („niedźwiedź”) ma 80 m wysokości, a bazaltowe urwisko, po którym spada, tworzą charakterystyczne kolumny. W wodospadzie znajduje się podobno skała przypominająca kobietę - fjallkona, czyli „królową gór”. No cóż, mnie udało się dostrzec jedynie tęgawą postać z biustem na wierzchu odzianą w „sukienkę” ze skalnych kolumn.

Bjarnarfoss dość dobrze widać z drogi nr 54. Zarówno on, jak i ścieżka do niego prowadząca, znajdują się na terenie prywatnym, ale nie trzeba pytać o pozwolenie. Należy jedynie zatrzymać się na przeznaczonym do tego parkingu, a następnie kierować się tabliczkami.

Nazwa wodospadu pochodzi o imienia farmera Bjarni. Był on zamożnym człowiekiem, posiadającym liczne stada bydła. Na swoim łąkach pozwalał też wypasać zwierzęta sąsiadom.

Pewnej zimy do jego domu zapukał włóczęga szukający schronienia przed trwającą zamiecią. Gdy Bjarni odmówił gościny, przybysz zaprzysiągł, że pożałuje tej decyzji.

I tak, następnego lata, padły wszystkie zwierzęta gospodarza, mimo że bydło sąsiadów wypasanych na tych samych łąkach nie zdechło.

Przybity tym wydarzeniem Bjarni zwariował i wrzucił wszystkie swoje pieniądze do wodospadu.

Búðir - wioska

Z początkiem XIX w., Búðir zaczęła się powoli wyludniać. Wcześniej była dobrze prosperującą wioską rybacką i placówką handlową. Średniowieczne źródła mówią wręcz, że stanowiła jeden z najważniejszych portów na wyspie. Tym bardziej zadziwiające, że nie ma po nim śladu.

Jedynym obiektem, który przynajmniej teoretycznie przetrwał do dziś, jest kościół Búðakirkja. Teoretycznie, bo charakterystyczny czarny kościółek to dość nowa rekonstrukcja, z połowy XX w. Ale już w środku znajduje się wyposażenie z pierwotnego, zbudowanego w 1703 r. budynku. Są to m.in. ołtarz z 1750 r. oraz zegar z 1672 r.

Oprócz kościółka, któremu towarzyszy cmentarz, w Búðir znajduje się jeszcze hotel. Natomiast tuż obok zabudowań rozciąga się pole lawy Búðahraun. Można się wybrać na spacer po nim, na przykład do krateru Búõaklettur. Ścieżka ma około 2,5 km.

Będąc w Búðir można też zerknąć na tutejszą plażę. Ma ona złoty kolor, a czasem piasek potrafi przybierać różowy odcień.

Rauðfeldsgjá - wąwóz

Rauðfeldsgjá to wąskie, delikatnie rozszerzające się ku górze pęknięcie w masywie góry Botnsfjall. Z parkingu przy drodze nr 574 do rozpadliny jest około pół kilometra lekkiej wspinaczki. Trasa ta zapewnia też rozległy widok na wybrzeże.

Svöðufoss - wodospad

Svöðufoss to wodospad na rzece Laxá o wysokości 10 m. Skalny uskok zdobią bazaltowe kolumny.

Około 0,6 km od wodospadu znajduje się świeżo oddany do użytku parking. Droga dojazdowa zaczyna się we wiosce Rif, obok dużego zbiornika wodnego.

Bjarnarhöfn - Muzeum Rekina

Bjarnarhöfn to farma, gdzie przetwarza się rekinie mięso, a jednocześnie muzeum poświęcone tym zwierzętom, a konkretnie rekinom polarnym (grenlandzkim).

Przewodnik opowie o zwyczajach rekinów, ich środowisku, historii polowań, oraz w jaki sposób przetwarza się ich mięso. Prezentowane eksponaty wykraczają z kolei poza rekinią tematykę - są tu różnego rodzaju narzędzia, modele statków, wypchane ptaki i ryby, kości, itp. Nie zauważyłem niestety zbyt wielu opisów.

Będąc tu, koniecznie należy obejrzeć szopę, gdzie suszą się płaty rekiniego mięsa i, co chyba najistotniejsze, spróbować tradycyjnej islandzkiej potrawy z rekina - hákarl. Dla mniej odważnych, działająca obok restauracja serwuje nieco bardziej „standardowe” posiłki, ale też z wykorzystaniem rekiniego mięsa.

Muzeum jest otwarte przez cały rok, w lecie w godzinach 9:00-20:00, a w pozostałą część roku: 9:00-18:00.

Hákarl to potrawa ze sfermentowanego mięsa rekina. Fermentacji poddaje się je umieszczając w piaskowym lub żwirowym dole i przygniatając kamieniami (współcześnie wykorzystuje się też plastikowe pudła). W takich warunkach mięso leży około 6 do 12 tygodni. Gdy zaczyna cuchnąć amoniakiem to znak, że zaszedł proces fermentacji i mięso „dojrzało”.

Mięso jest następnie suszone przez około 2 do 4 miesięcy. Właśnie taką suszarnię można zobaczyć w Bjarnarhöfn.

Cała ta procedura została wymyślona (zapewne trochę przez przypadek), aby uwolnić z mięsa amoniak, w ilościach występujących u rekinów szkodliwy dla ludzi. Amoniak jest odkładany w rekinim mięsie ze względu na dużą zawartość mocznika w płynach ustrojowych tych zwierząt, wyższą niż u innych kręgowców.

W każdym razie, po przetworzeniu mięso ma konsystencję galaretowatą, mimo wszystko śmierdzi amoniakiem, a w smaku przypomina trochę słoninę - ale jest od niej ostrzejsze, gorzkie i cierpkie. Niewielkie kostki mięsa spożywa się zazwyczaj w towarzystwie mocnego alkoholu.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż