Półwysep Vatnsnes

Wybrzeża tego półwyspu to jedne z większych siedlisk foki pospolitej. Jest tu kilka miejsc dogodnych do obserwacji tych stworzeń. Warto się zaopatrzyć w lornetkę albo aparat fotograficzny z większym zoomem, gdyż foki zazwyczaj pływają w morzu lub wylegują się na skalistych wysepkach. Poza tym, mając na uwadze ich dobro (w końcu to dzikie stworzenia), należy zachowywać dystans wynoszący minimum 50 m.

Aby zwiększyć szansę na spotkanie fok, należy być na stanowisku obserwacyjnym w czasie odpływu (do 2 godz. przed i 2 po). Problem z odpływami jest taki, że ich godziny się zmieniają. Dlatego warto sprawdzić je wcześniej i przybyć na czas, np. na tej stronie. Godzina maksymalnego odpływu przypada na minimum wykresu.

Do obserwacji fok przygotowano trzy miejsca: Hvítserkur, Illugastadir i Svalbarð. Wszystkie niedaleko okalającej półwysep drogi nr 711. Z ich znalezieniem nie powinno być problemu, tym bardziej, że władze postawiły stosowne znaki - niebieskie tabliczki z wizerunkiem fok.

Pisząc ogólnie o Vatnsnes, nie można też nie wspomnieć o jednej z częściej odwiedzanych atrakcji okolicy - przypominającej zwierzę skale Hvítserkur.

Hvítserkur - skała-zwierzę

Hvítserkur to bazaltowa skała wyrastająca z wód zatoki Húnafjörður nieopodal północno-wschodniego brzegu półwyspu Vatnsnes. Liczy 15 m wysokości i powstała w wyniku działania morskich fal. Najprawdopodobniej jest nekiem wulkanicznym.

Ma bardzo ciekawy kształt. Płaska, z dwoma otworami na wysokości wody przypomina pijące zwierzę. Od naszej wyobraźni zależy, czy zobaczymy tu słonia, smoka czy dinozaura.

Na Hvítserkur wiją sobie gniazda ptaki, przeważnie fumary, przez co skała jest cały czas upaskudzona na biało. Ten kolor stoi prawdopodobnie za genezą nazwy - Hvítserkur oznacza „białą koszulę”.

Istnieje legenda, według której skała to tak naprawdę zamieniony w kamień troll. Otóż jednego z trolli strasznie irytował dźwięk kościelnego dzwonu (warto zaznaczyć, że trolle generalnie nie były chrześcijanami). Postanowił rozwalić boski przybytek. Tyle tylko, że jako stworzenie raczej mało inteligentne, źle zaplanował tę wyprawę i w trasie zastał go wschód słońca. A słońce, jak wiadomo, zmienia trolle w kamień (patrz skała Reynisdrangar przy plaży Reynisfjara).

Atrakcja jest dostępna z drogi nr 711 (nawierzchnia szutrowa). Za hostelem Ósar HI (biały budynek z czerwonym dachem) należy wypatrywać zjazdu na parking. Z parkingu wychodzą dwie ścieżki. Jedna prowadzi na skraj klifu, druga pozwala zejść na plażę.

Hvítserkur to także jedno z tych miejsc na półwyspie, gdzie można spotkać foki.

Illugastadir - foki

Illugastadir to jedno z miejsc na półwyspie Vatnsnes przystosowanych do obserwacji fok. Jest tu nawet drewniana, przeszklona budka wyposażona w lornetki.

W Illugastadir działa też pole kempingowe oferujące podstawowe udogodnienia.

Borgarvirki - naturalna forteca

Borgarvirki to formacja skalna, która z dużym prawdopodobieństwem wykorzystywana była w zamierzchłych czasach jako budowla obronna. Wskazują na to wzniesione na górnej krawędzi skały mury (odbudowane do aktualnego stanu w latach 1949-1950) oraz pozostałości budynków i studni. Obronna funkcja Borgarvirki jest także wspominana w sagach i przekazach ustnych.

Skała ma pochodzenie wulkaniczne, to tzw. nek, czyli twór powstały w kominie wulkanicznym. Znajdująca się w nim lawa jest twarda i odporna na wietrzenie. O ile stożek mógł już dawno ulec erozji, to ten twardy bazaltowy trzon trwa w prawie niezmienionym stanie. Skała jest położona na górującym nad okolicą wzniesieniu (170 m n.p.m.), będącym pozostałością wulkanicznego stożka. Sama wyrasta ponad to wzniesienie pionowymi ścianami o wysokości od 10 do 15 m.

Z dawnej fortecy nie pozostało zbyt wiele i może to powoduje, że opinie o miejscu są raczej mieszane. Na pewno odbiór jest lepszy, gdy trafi się na dobrą pogodę, która nie ogranicza widoczności. Ze skały roztacza się podobno piękny widok.

Konkludując, jechać w to miejsce specjalnie dla niego raczej nie warto, ale jeżeli akurat mamy po drodze, warto się zatrzymać. Droga dojazdowa nr 717 jest szutrowa, zaleca się więc pojazd 4x4 (ale zwykłym samochodem osobowym też podobno dojedziemy).

Ostatnia kaszanka Barðiego Zabójcy

Z Borgarvirki związana jest pobudzająca wyobraźnię legenda. Otóż forteca była kiedyś oblegana przez wroga. Napastnicy doszli do wniosku, że obrońcy nie posiadają obfitych zapasów żywności, więc zamorzą ich głodem. Załoga faktycznie nie miała jedzenia, a dowiedziawszy się o planach przeciwnika, postanowiła improwizować. Dowódca fortecy Víga-Barði (Barði Zabójca) wyrzucił na oczach oblegających ostatni w Borgarvirki kawałek mięsa, podobno kaszankę. Ta sugestia, jakoby w fortecy jedzenia nie brakowało spowodowała, że przeciwnik się wycofał.

Po wielu dniach wytężonej pracy udało mi się przetłumaczyć stare islandzkie podania, abyście mogli lepiej sobie wyobrazić, co wydarzyło się tego pamiętnego dnia. Posłuchajcie...

Dziś miał się rozstrzygnąć ich los.

Barði Zabójca wyszedł przed chałupę i wciągnął haust zimnego, pachnącego nadchodzącą jesienią powietrza. Wygnało to z niego resztki snu, a jednocześnie przypomniało, że jego żołądek już od kilku dni świeci pustakami.

- Dobra, wóz albo przewóz - mruknął pod nosem.

Poszedł powoli w stronę magazynku z jedzeniem, przy którym profilaktycznie stał Svensson. Profilaktycznie, bo już od dawna nie było czego pilnować, a ostania nadająca się do zjedzenia rzecz i tak była odpowiednio zabezpieczona.

- Cześć Sven, trzymasz się? - rzucił Barði.

- Ciężko szefie - wartownik wyprostował się, próbując przyjąć postawę godną wojownika - ale jakoś się trzymam.

Wódz kiwnął z aprobatą głową. Pochylił się lekko, przekraczając próg, podszedł do stojącego w rogu sejfu. Wystukał kod dostępu i otworzył ciężkie drzwiczki. Zapachniało niesamowicie. Po chwili wyszedł z zawartością skrytki.

Barði nonszalanckim krokiem podszedł do krawędzi skały. Na sobie miał tylko bokserki i wełniany szlafrok, częściowo odsłaniający zarośnięty ciemnym włosem, szeroki tors. Natomiast w dłoni trzymał pęto smakowicie pachnącej kaszanki.

Wziął gryza i rozejrzał się po przedpolu. Wróg już dostrzegł jego obecność i wojownicy, zaciekawieni nietypowym widokiem, zaczęli podchodzić do skały.

- Czołem leszcze - powiedział Barði niskim, spokojnym głosem, po czym ugryzł kawałek kaszanki.

Kilkanaście metrów pod nim zakotłowało się. Wraży wojownicy jakby dopiero teraz otrząsnęli się z specyficznego otępienia, w jakie wpadli pod wpływem kuriozalności całej sceny, i zaczęli rzucać w stronę Barðiego niewybredne epitety. Potrząsając przy tym wszystkim, co mieli.

I tak jak Barði nieraz przeklinał w duchu przodków, że wycięli wszystkie drzewa na wyspie, tak teraz był im wdzięczny. Żaden z oblegających nie miał nawet łuku.

- Co tam krzyczycie pastuchy? - krzyknął, by jeszcze bardziej podjudzić tłum. Przyniosło to pożądany efekt. W jego stronę poleciał pierwszy kamień, przed którym bez trudu się uchylił. Czas kończyć to przedstawienie, pomyślał. Wziął ostatniego gryza, po czym udając ogromne oburzenie, krzyknął:

-Barðiego Zabójcę, kamieniem? Po czym cisnął kaszanką w najbardziej wyrywnego wojownika.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż