Czarne plaże i Vík

Okolice miejscowości Vík słyną z czarnych plaż i ciekawie ukształtowanej linii brzegowej z klifami i wystającymi z wody skałami. Znajdziecie tu „pozycje obowiązkowe” każdej pierwszej podróży na Islandię. Można wprawdzie narzekać, że w tych stronach pogoda bardzo często nie sprzyja - ale dziwnym trafem deszcz i mgła wyjątkowo dobrze komponują się z czernią, która dominuje na tutejszych plażach.

Dyrhólaey - skalny cypel i rezerwat przyrody

Dyrhólaey to niewielki cypel niedaleko Vík, który przyciąga turystów klifami dochodzącymi do kilkunastu metrów wysokości, ciekawymi formacjami skalnymi, możliwością spacerów po plaży i obserwowania ptaków. Choć to ostatnie jest możliwe głównie w lipcu.

Cypel nazywany był kiedyś przez żeglarzy Cape Portland. Do 1918 r. stanowił najbardziej na południe wysunięty punkt Islandii. W tym roku stał się nim Kötlutangi - punkt wybrzeża na wschód od Vík, powstały w wyniku erupcji wulkanu Katla. Uważa się, że cypel był kiedyś wyspą, a ze stałym lądem połączył się w rezultacie podwodnego wybuchu wulkanu.

Na Dyrhólaey dojedziemy drogą nr 218 odchodzącą od drogi nr 1. Droga dojazdowa w pewnym miejscu się rozwidla. Kontynuując jazdę na wprost, dotrzemy do dolnej części cypla, natomiast odbijając w prawo, dojedziemy do jego górnej części.

Część dolna zwana Lágey, oprócz podziwiania widoków i powstałych w wyniku erozji, frapujących formacji skalnych, umożliwia zejście na plażę Kirkjufjara.

Na część górną, zwaną Háey, prowadzi kręta i stroma droga, która zdecydowanie warta jest pokonania, nawet jeżeli mielibyśmy ze względu na ograniczenia w ruchu pokonać ją pieszo. Na szczycie znajduje się punkt widokowy, który pozwala obejrzeć z bliska (o ile 400 m to blisko) najbardziej charakterystyczną skałę na cyplu. Posiada ona spory, powstały w wyniku erozji otwór - łuk nad powierzchnią wody, przez który może przepłynąć nawet spora łódź. Od tej skały wzięła się nazwa całego cyplu, islandzkie Dyrhólaey zawiera w sobie takie słowa jak „drzwi”, „otwór” i „wyspa”. Drugim charakterystycznym obiektem, który znajdziemy na górze, jest latarnia morska z 1927 r.

Tak jak wspomniałem na wstępie, Dyrhólaey to siedlisko ptaków, a od 1978 r. jest rezerwatem przyrody. W lipcu można tu spotkać nurzyki, mewy, a nawet maskonury.

Wybierając się na cypel należy pamiętać, że w sezonie lęgowym (cześć maja i czerwiec) są tu ograniczenia w ruchu turystycznym. O dokładne daty można dopytać w centrum informacji turystycznej - najbliższe znajduje się w Vík.

Reynisfjara - plaża

Reynisfjara to najsłynniejsza czarna plaża na Islandii. Kusi nietypowym kolorem i rozległością. Miejsce jest oblegane przez turystów, ale na szczęście im dalej od wejścia, tym jest ich mniej. Więc jeżeli nie masz nic przeciwko dłuższemu spacerowi, nawet tutaj znajdziesz chwilę samotności.

A jest gdzie spacerować. Plaża ma około 3 km długości i można nią dojść aż do cypla Dyrhólaey. Niestety nie można na niego wejść, a przynajmniej w legalny i niewymagający wspinaczki sposób.

Dużo ciekawych rzeczy „dzieje się” blisko wejścia na plażę (z drogi nr 215). Są to:

Reynisfjall - góra z ciekawymi formacjami skalnymi. Ich sześcienne kształty są podejrzanie regularne, mogą też budzić skojarzenia z organami. Dobra fotka na ich tle wymaga poświęceń, są cały czas oblegane przez turystów. Obok skał znajduje się niewielka jaskinia - Hálsanefshellir. Na górę można też wejść - widoki niczego sobie. Szlak zaczyna się w okolicy Vík.

Reynisdrangar - charakterystyczne skały wystające z wody nieopodal brzegu. Jedna to smukła iglica, dwie kolejne są połączone i bardziej przysadziste. Ich wysokość to 66 m.

Według legendy, skały to zaklęte w kamień trolle. Trójka tych stworzeń próbowała wyciągnąć na ląd statek. Pracowały w nocy i były tak zajęte, że nie zauważyły wschodzącego słońca. Jego promienie zamieniły trolle w skały, i tak już zostało.

Uwaga, niebezpieczeństwo!

Będąc tu, należy uważać na fale. Kiedy morze jest wzburzone, w każdym momencie może przyjść fala, która wedrze się na ląd znacznie dalej, niż można się spodziewać. Nie jest to bezpodstawne straszenie. Na Reynisfjara niejeden turysta stracił niestety życie.

Vík - miejscowość

Vík nie jest dużą miejscowością, ale turysta powinien znaleźć tu wszystko, czego potrzebuje. Pod adresem Víkurbraut 28, 870 Vík działa informacja turystyczna, a przy ulicy Klettsvegur (północno-wschodnia część miejscowości) mieści się pole namiotowe.

Znajduje się tu też czarna plaża. Jest może mniej spektakularna niż Reynisfjara, ale za to mniej oblegana.

W Vík, w sklepie Icewear, kupiłem moją najfajniejszą pamiątkę z Islandii - super ciepłe, wełniane kapcie. Szokująco niska była ich cena, w przeliczeniu około 80 PLN. Nie znalazłem plakietki „Made in China”, więc wierzę, że zostały wydziergane na miejscu. Żeby się nie zniszczyły, noszę je tylko wtedy, gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej 15℃ ;-)

Katla - wulkan

Katla to jeden z największych i najbardziej znanych wulkanów Islandii. Jej wybuchy zawsze powodowały spore problemy, a jednym z poważniejszych były powodzie lodowcowe (jökulhlaup). Powódź taka ma miejcie, gdy ciepło wydobywające się z wulkanu topi pokrywający go lodowiec. Doprowadza to do ogromnego spływu wody w przeciągu krótkiego okresu czasu. I tak, w szczytowym momencie erupcji Katli w 1755 r., przepływ wody był tak duży, że można go porównać do średniego, sumarycznego przepływu Amazonki, Missisipi, Nilu i Jangcy w tej samej jednostce czasu.

Wulkan ma wysokość 1512 m n.p.m. i jest częściowo pokryty lodowcem Mýrdalsjökull. Jego kaldera, czyli zagłębienie w szczytowej części, ma wymiary 10x14 km.

Katla należy do bardzo aktywnych wulkanów. Od 930 r. odnotowano 20 jej erupcji, średnio co 13-95 lat. Ostatnia miała miejsce w 1918 r. Po długim okresie spokoju, od 1999 r. geologowie obserwują wzrost jej aktywności. Wybuchu spodziewano się po erupcji Eyjafjallajökull w 2010 r. (Katla zwykła wybuchać do kilku miesięcy po nim), ale ostatecznie, pomijając drobne wstrząsy, nic się nie stało. Kolejne sygnały wulkan dawał w 2016 i 2017 r.

Z niepokojem na wulkan patrzą mieszkańcy oddalonej o zaledwie 20 km miejscowości Vík. Ale i odległa Europa czy Ameryka nie mogą spać spokojnie. Wybuch Eyjafjallajökull, który sprawił przecież tyle kłopotów, był zaledwie, jak to określił prezydent Islandii Ólafur Grímsson, „drobną próbą generalną” przed mającą nastąpić erupcją Katli.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż