Wielkie pustkowie - z Vík do Klastur

Odcinek drogi nr 1 łączący miejscowości Vík i Kirkjubæjarklaustur (w skrócie Klastur) ma około 70 km i przecina rozległe pola lawy powstałe w wyniku działalności przynajmniej trzech wulkanów: Katli, Eldgji i Laki. Trasa ma fajny klimat, trochę preria, trochę kamienista pustynia. Nam trafiła się nawet burza pisakowa. No i wbrew pozorom, jest tu całkiem dużo do oglądania.

Hjörleifshöfði - góra, a także ciekawa jaskinia

Wznosząca się obok „jedynki” góra Hjörleifshöfði to dobre miejsce na niezbyt wymagającą wędrówkę. Ścieżka pozwala wejść na szczyt wzniesienia (221 m n.p.m.), który jest doskonałym punktem widokowym. Można stąd podziwiać zarówno lodowiec Mýrdalsjökull na północy, jak i nieodległy Ocean Atlantycki na południu. Widać też stąd miejscowość Vík i klify Reynisdrangar. Podejście nie jest specjalnie strome ani trudne, ale dobre buty się przydadzą.

Gdy patrzy się z daleka, góra zdaje się wyrastać z ciemnego, rozległego i pozbawionego roślinności pola lawy. Sama jest dla odmiany soczyście zielona (chyba że jesteśmy tu poza sezonem), przez co mamy do czynienia z miłym dla oka kontrastem.

Hjörleifshöfði jest tworem pochodzenia wulkanicznego, zbudowanym z tufu wulkanicznego. Powstała w wyniku wybuchu podlodowcowego wulkanu. Wydobywająca się lawa stopiła lód i wypełniła powstałe miejsce. Jednocześnie dość szybko ostygła, tworząc charakterystyczny kształt z licznymi klifami.

Co ciekawe, góra była kiedyś wyspą. Dopiero jedna z erupcji wulkanu Katla podniosła poziom terenu i „cofnęła” ocean (domyślam się, że to kwestia dużej ilości lawy) w czasach, gdy pierwsi osadnicy przybywali na wyspę. Dziś południowy skraj wzniesienia dzieli od oceanu około 2 km.

Szlak, który pozwala wejść na szczyt, a docelowo obejść górę, ma około 4 km i rozpoczyna się oraz kończy na parkingu w miejscu zwanym Bæjarstaður. Do wybuchu Katli w 1721 r. znajdowała się tu farma. Została ona niszczona przez powódź glacjalną spowodowaną erupcją. Kolejny wybuch wulkanu w 1918 r. i powódź z nią związana ostatecznie zmyła wszelkie pozostałości. Do Bæjarstaður można dojechać szutrową drogą (osobówka powinna dać radę) odchodzącą od drogi nr 1. Parkingu należy wypatrywać po lewej stronie, po około 1,8 km od zjazdu.

Najwyższy punkt ma nie tylko walory widokowe, to także miejsce historyczne, dość ważne dla Islandczyków. Znajduje się tu miejsce pochówku wikinga Hjörleifura, od którego góra wzięła swą nazwę (piszę o nim dalej). Jest tu też grobowiec rodzinny dawnych mieszkańców okolicy z księgą gości, do której można się wpisać! Tuż obok niego znajduje się charakterystyczny ceglany stożek, nawiązujący trochę do kamiennych kopców stawianych przez Islandczyków.

Ten akurat został zbudowany przez duńskich mierniczych. Jako geodeta z wykształcenia podejrzewam, że był to punkt tzw. osnowy geodezyjnej. Miejsce wydaje się idealne, bo widać je z bardzo daleka. Był to więc pewny punkt, o który swoje pomiary mogli oprzeć geodeci w czasach, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o GPS, a odległości mierzyło się taśmą.

Na szlaku można też spotkać pozostałości (zarośnięte fundamenty) farmy, która była zamieszkiwana do 1936 r.

Ciekawym miejscem, które warto odwiedzić będąc w okolicy, jest jaskinia Gýgagjá. Ma ona około 20 m wysokości i otwór przedzielony charakterystycznym mostkiem. Jaskinia znajduje się na południowym krańcu góry przy drodze gruntowej, z której odbiliśmy na parking.

Cała góra i okoliczne tereny są prywatne i na sprzedaż. Być może dziś teren jest już zamknięty. Ale o tym na pewno będzie informować stosowna tabliczka na drodze dojazdowej.

Góra jest nazwana na cześć wikinga Hjörleifur Hróðmarssona. Był on przybranym bratem Ingolfa Arnarsona - pierwszego (jak mówi legenda) osadnika na wyspie. Ingolf osiedlił się tam, gdzie dziś znajduje się Rejkiawik, natomiast Hjörleifur na opisywanej tu górze. Po jakimś czasie Hjörleifur został zabity przez niewolników, którzy zbiegli następnie na wyspę Vestmannaeyjar. Ingolf odnalazł niecnoty i pomścił brata. Szczątki Hjörleifura spoczęły podobno na górze.

Laufskálavarða - kopczyki z kamieni

Okolica jest wprost usiana mniejszymi i większymi kopczykami powstałymi z kamieni. Wędrujący tędy na wchód Islandczycy układali je od wieków, aby zapewnić sobie szczęście w dalszej podróży.

Swego czasu nawet państwowa instytucja opiekująca się drogami dbała, aby w pobliżu Laufskálavarða był odpowiedni zapas kamieni. By każdy podróżny mógł zbudować swój kopiec na szczęście. Ale dziś tradycja ta już nie obowiązuje. Turystów jest zbyt dużo, swoimi działaniami zbyt bardzo wpływaliby na wygląd miejsca.

Eldhraun - pole mchów

TOP

Eldhraun to ogromne pole zastygłej lawy powstałe po erupcji wulkanu Laki w 1783 r. (więcej o wulkanie i tej erupcji w osobnym wpisie). Pagórkowaty teren, usiany czymś, co wygląda na głazy, porosły jest grubym i miłym w dotyku mchem. Wprawdzie mech spotkamy też w innych miejscach na Islandii, ale nie w takiej ilości. Tu pole mchu rozciąga się po horyzont.

Jeżeli jedziemy drogą nr 1, to Eldhraun trudno przegapić. Pole rozciąga się po obu stronach drogi na odcinku około 10 km (pomiar może być obarczony błędem), kilka kilometrów od miejscowości Kirkjubæjarklaustur.

Jeżeli chcielibyście zagłębić się w pole mchu, najlepiej znaleźć oficjalną ścieżkę. Islandczycy bardzo nie lubią, gdy depcze się mech. Jest to wręcz jeden z głównych grzechów turystów na Islandii. Warto zainteresować się miejscem, które zaznaczyłem na mapie. Jest tam parking i krótka ścieżka pozwalająca zobaczyć najlepszy mech w okolicy i nic przy okazji nie zadeptać ;-)

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż