Fiordy Zachodnie

Przez wielu uważane za najbardziej magiczny rejon wyspy. A po interiorze, także najdzikszy i najbardziej odludny. Są tu oczywiście miejsca, które mogą się poszczycić etykietką „must-see”. Ale już samo pokonywanie kolejnych kilometrów wijących się jak serpentyna dróg przynosi niesamowitą frajdę, czasem podnosi ciśnienie i dostarcza widoków, które głęboko zapadają w pamięć. Niezależnie od tego, czy będzie to skrzący się w pełnym słońcu, upstrzony setkami skalistych wysepek ocean, czy ponury, zasnuty mgłą i nisko wiszącymi chmurami fiord. Tym bardziej, że widoki te, jak to na Islandii, może dzielić raptem godzina drogi.

Rejon jest w znacznym stopniu pokryty górami, „wyrastającymi” niemal z oceanu. Z jednej strony tworzą malownicze fiordy, z drugiej niewiele miejsca pozostawiają dla rolnictwa. Dlatego jedynym jego przejawem jest hodowla owiec (na relatywnie niewielką skalę), a większość mieszkańców zajmuje się rybołówstwem. A że to ostatnie staje się coraz bardziej zautomatyzowane, to i ludzie muszą szukać innych zajęć. Najczęściej w Rejkiawiku. Dlatego fiordy się wyludniają. W 2015 r. mieszkało tu około 7 tys. osób, podczas gdy na początku XX w. - dwa razy tyle. Być może rozwój turystyki zahamuje (albo i odwróci) ten trend.

Opisy w tym rozdziale są zauważalnie krótsze niż w pozostałych. Wynika to z faktu, że o Fiordach Zachodnich pisałem na samym początku, kiedy opisy miały stanowić jedynie dodatek do mapy. Szybko okazało się jednak, że taka samodyscyplina stanowi spore ograniczenie, więc w kolejnych częściach pisałem już o wszystkim, co uznałem za istotne. Ale rozdziału o Fiordach Zachodnich postanowiłem na razie nie zmieniać. Jeśli wolicie takie krótsze formy, dajcie znać.

POKAŻ MAPĘ
Przewodnik
Podróż